Prace zamieszczone na tym blogu (jak i szablon) są mojego autorstwa.Więc uszanuj moją pracę jak i czas spędzony przy tym i nie umieszczaj ich na innych stronach! Dziękuje! :D

wtorek, 10 września 2013

Rozdział 48/ + 16


Aneyong Wika! ^^
Ciesze się, że jesteś moim pierwszym obserwatorem na tym blogu (wiem, że na drugim również. ^^) i dajesz mi nadzieję, że jednak ktoś czyta moją pracę, bo nie ukrywam że tych odcinków trochę jest.:D Fajnie by było zobaczyć od ciebie jakiś ślad i co sądzisz o tym opowiadaniu, byłabym bardzo wdzięczna! Więc mam cichą nadzieję, że kiedyś ukażesz swoją obecność w komentarzu keke. ^^ 
Inną kursywą przeważnie zapisane są myśli bohaterów, i gdzieniegdzie  sformatował mi się tekst mimo iż pisałam ciągle tą sama czcionką, ugh.. bloger znowu robi sobie jaja. >-< Mam nadzieję, ze to nie będzie przeszkadzało w czytaniu.
Pozdrawiam cieplutko i zapraszam na kolejny rozdział. <3

~~~~*~~~~*~~~~*~~~~*~~~~*~~~~






Ciepłe promienie słońca, przebijały się, przez okna. Zaczęły one wybudzać Taemina, śpiącego na plecach. Westchnął cicho, widząc dość wczesną godzinę, na zegarku. Następnie zerknął w bok i uśmiechnął się rozczulony widokiem, jaki ujrzał. Ola, spała tuż obok niego, okryta kołdrą praktycznie po sam czubek głowy. Było, tylko widać fragment jej nosa i zamkniętych oczu. Zaś jej blond kosmyki, były niechlujnie porozrzucane, na poduszce.
Lee uśmiechnął się i powoli przekręcił się, na bok, podpierając się, na ręku. Nie mogąc się powstrzymać, delikatnie odsunął palcem z twarzy Oli, zawieruszone kosmyki włosów. To zbudziło dziewczynę, która westchnęła, marszcząc swój nos i brwi. To rozbawiło Taemina, który nie mogąc się powstrzymać, zaczął wodzić palcem, po nosie i policzkach zielonookiej.
- Wstajemy księżniczko. - szepnął, muskając czule twarz dziewczyny. Ta ponownie westchnęła, tym razem mrucząc coś, że jeszcze pięć minut. Następnie zakopała się bardziej w pierzynie. To ponownie rozbawiło Taemina. - Nie bądź taka. - mruknął i wtulił się w dziewczynę, nieco ją odkrywając.
Ola, wiedząc bardzo dobrze, że Taemin, nie da jej spokoju, leniwie roztwarła swoje powieki. Spojrzała ciepło, na ukochanego, który z czułym uśmiechem, jej się przyglądał.
- Dzień dobry. - odparła i zaczęła się przeciągać w jego ramionach.
- Mając takie widoki z rana, dzień zawsze będzie dobry.
- Bajerant. - Ola, zaśmiała się, wpatrując się z rozbawieniem, na podpierającego się, na ramieniu mężczyznę. - Ale podoba mi się, to. - dodała i mruknęła zadowolona, gdy szatyn czule pocałował ją w usta. Następnie zerknęła w stronę okna, dostrzegając promienie słońca. - Taemin? - szepnęła, zaczynając odgarnąć palcami niesfornego włosa, zaplątanego w rzęsach od prawego oka Taemina.
- Hmm? - Taemin, przymknął automatycznie powiekę, mając nieco roztwarte drugie oko.
- Jest dzisiaj taka ładna pogoda. Może wybierzemy się, na tą polanę, hm? - Taemin, zrobił zamyśloną minę. Następnie uśmiechnął się cwano, chwytając jej biodro. Przyciągnął Olę do siebie jeszcze bliżej i pocałował ją delikatnie w usta. Po tym uśmiechnął się czule, gładząc jej policzek.
- Jestem, jak najbardziej za. - gdy to powiedział, dziewczyna uśmiechnęła się znacząco. Mrucząc cicho z zadowoleniem, wtuliła twarz w zagłębienie szyi szatyna.
- Wiesz, że w kwietniu minie rok, jak was znamy? Szybko zleciało, prawda?
- O tak... Do dziś pamiętam, jak poznałem ciebie i Martę, na urodzinach Jonghyuna.
- Taemin? - Ola, zapytała słodko, odrywając twarz od szyi chłopaka, aby móc, na niego spojrzeć.
- Tak?
- Powiedz tak szczerze, co pomyślałeś sobie, jak mnie pierwszy raz zobaczyłeś?
- Zadajesz trudne pytania kochanie. - zaśmiał się, oblizując swoje usta.
- To jest dość podejrzane, że Marta za każdym razem twierdzi tak samo. - powiedziała wesoło. - Proszę powiedz mi... - błagała.
- Cóż... Wtedy nie myślałem, o tym ponieważ byłem bardzo zszokowany, kiedy okazało się, że jesteście z innego kraju. Jednak nie ukrywam, że to ty bardziej zwróciłaś moją uwagę, niż Marta. Chyba nie muszę tłumaczyć dlaczego?
- Nie, nie musisz. - westchnęła wniebowzięta jego odpowiedzią. - Kocham cię, wiesz? - uniosła lekko kąciki ust do uśmiechu, kolejny raz wtulając się w swojego ukochanego.
- Ja też cię kocham. - Lee pocałował ją czule w głowę i podnosząc swoją wyżej, oparł delikatnie brodę, na czubku jej głowy. Wolną dłonią gładził jej krótkie blond włosy, pałając się ich wyczuwalną miękkością pod opuszkami.
Oboje leżeli tak dłuższy czas, bez najmniejszego słowa. W końcu po kilku minutach wstali z łóżka, ogarnęli się, zjedli śniadanie i spakowali potrzebne rzeczy, na mały piknik. Musiało im chwilę zająć, aby dotrzeć bezpiecznie do zaparkowanego tuż za cukiernią samochodu Taemina. Przez nowy singiel i trasę koncertową zrobił się większy rozgłos, jak i zainteresowanie ze strony fanów, czy reporterów. Cały zespól musiał bardzo uważać. Tym bardziej, że nie wiadomo skąd, ale wyciekła informacja, że Taemin, jak i Minho z kimś się spotykają. Ciągłe wywiady i wariety show sprawiały, że Taemin i Minho, mieli już dość całej tej trasy. Wszyscy za wszelką cenę próbowali perfidnymi pytaniami i podtekstami, zdobyć jakiekolwiek informacje, o ich dziewczynach... O dziwo reputacja im nie spadła, a wręcz podskoczyła, a fanki, jak szalały za nimi, tak to robiły dalej. Jedne wykrzykiwały i wypisywały w internecie, że się 
z tego cieszą i życzą szczęścia. Inne zaś były mniej przyjemne i używały różnego rodzaju obelg. Te drugie najbardziej martwiły chłopaków. Nie chcieli, a nawet bali się, że sasaeng pewnego dnia dowiedzą się, o miejscu zamieszkania dziewczyn. Wtedy istniało ryzyko, że wysyłaliby oni listy z pogróżkami do dziewczyn, lub próbowały dręczyć je osobiście. Chłopacy mogli domyślać się do czego zdolni są sasaeng. Wzorując się chociażby, na prawdziwych zdarzeniach, jakie przytrafiły się ich przyjaciołom z innych kpopowych grup.
Po uznaniu, przez Taemina, że teren jest czysty, jako pierwsza do samochodu wsiadła Ola, a po chwili on. W końcu ruszyli jedną z uliczek, aby wyjechać, na jedną z głównych dróg Seulu. Na ich nieszczęście, były straszne korki, co coraz bardziej wywoływało ryzyko rozpoznania Taemina w samochodzie. Nawet jeśli auto miało mocno przyciemniane szyby, to musieli być świadomi ryzyka. Dlatego też Ola, zawczasu przesiadła się do tyłu, gdzie były jeszcze bardziej przyciemniane szyby. Uznała, że ta opcja będzie najbezpieczniejsza.
Po kilku minutach dojechali, na miejsce. Zaparkowali auto w bezpiecznej strefie lasku, a widząc, że nikogo nie ma w okolicy, wysiedli z auta. Na wszelki wypadek ubrali maseczki, po czym wzięli rzeczy i udali się kawałek dalej. W bezpiecznym i dość niewidocznym miejscu, rozłożyli koc, siadając się na nim. Gdy Taemin, wyciągał z plecaków przysmaki, Ola w tym czasie nalewała im kawy do kubeczków.
Oboje zagłębili się w rozmowie, na temat tego, co działo się, na wszystkich ich koncertach. Blondynka widząc w Taeminie, ogromną radość i błysk w oczach wiedziała, że naprawdę robi to, co kocha. Nawet jeśli jego praca, nie należała do łatwych, blondynka cieszyła się z tego powodu. A wiedziała z jego opowiadań, ile wyrzeczeń kosztowało go, aby znaleźć się w miejscu, w którym aktualnie był.
- Taemin? Chcesz kanapkę? - zapytała, kiedy chłopak zbliżał się w jej stronę, wracając od auta. Ten zaciągnął się e-papierosem, po chwili wypuszczając dym z ust.
Z uśmiechem usiadł się obok, objąwszy Olę, ramieniem. Skinął twierdząco głową, odkładając urządzenie.
- I, że niby jeszcze mam cię nakarmić, tak? - zapytała z ironią widząc, jak chłopak roztwiera usta, kręcąc kolejny raz twierdząco głową. Poddał się jednak, widząc spojrzenie Oli i ze śmiechem wziął od niej żywność. Biorąc jeden kęs, skupił się wpierw, na Oli, która zaciągała się e-papierosem, a następnie, na jeziorze. Z rozbawieniem analizował słowa Marty, że Ola, pewnie miała być siostrą Onew. Jednak coś w niebiosach im nie poszło, bo co, jak co, ale charaktery mieli podobne.
Lee ponownie spojrzał, na swoją ukochaną. Zrobił, to w czuły sposób, gdy ta kolejny raz wydobyła z ust biały dym. Przez chwilę zapachniało im winogronami, gdy ucałował ją w skroń, po czym spojrzał w górę.

- Chyba dzisiaj niestety zbyt długo nie posiedzimy.
- Dlaczego?
- Spójrz w górę.- zielone tęczówki dziewczyny spojrzały tam, gdzie aktualnie wskazywał palec Lee. Faktycznie, miał rację. Nad Seulem zaczęły zbierać się chmury, więc pewnie ich mały piknik, zakończy się szybciej, niż przypuszczali. Chociaż zawsze pozostawała opcja schowania się w lasku, lub samochodzie. - Może spakujemy już wszystko i po prostu posiedzimy, na tylnych siedzeniach w aucie? - zaproponował z czułym uśmiechem.
Dziewczyna kolejny raz spojrzała w niebo i akurat, na jej nos spadła jedna kropla. Zaśmiała się z tego, jednak po chwili nie było jej już wcale do śmiechu. Oboje musieli zacząć zbierać szybko rzeczy, bo kropli zaczęło przybywać, coraz to więcej. I wręcz w ostatniej chwili zdążyli wszystko schować, wsiadając na tylne siedzenia samochodu, gdy rozpadało się, na dobre.
- Eh... Co za pogoda, a mówili, że będzie słonecznie. - Lee westchnął, a dziewczyna pokiwała głową, wyjmując z plecaka babeczkę z nadzieniem. Wzięła kęsa i spokojnie zaczęła rzuć. Nie było jej, jednak dane jeść w spokoju, bo czuła się coraz bardziej obserwowana przez Taemina, który po chwili zaśmiał się.
- Co cię tak bawi?
- Oj kochanie, kochanie. - zamruczał. Chwycił jej babeczkę i włożył do woreczka, a następnie do plecaka, który odłożył, we wnękę, za przednim siedzeniem pasażera. Ola, uważnie obserwowała jego poczynania, gdy powróciwszy, na swoje miejsce, przysunął się bliżej niej. Delikatnie objął dłońmi jej policzki, gdy jego czarne tęczówki, ani na krok nie odstępowały, tych zielonych, nieco zaskoczonych. Ta bliskość spowodowała, że dziewczyna się zarumieniła. - Nie wiem, czy robisz, to specjalnie, czy jesteś taką niezdarą, ale to urocze i zabawne.
- Ale co? - zapytała zdezorientowała, nie wiedząc, o co może mu chodzić?
Taemin, oblizał znacząco wargi spoglądając, na te Oli. Widząc, iż dziewczyna nie domyśliła się niczego, ucałował jej ubrudzony budyniem kącik ust. Zaś jego koniuszek języka, delikatnie zlizał pozostałą zawartość. To nie obrzydziło blondynki. Wręcz z 
przymkniętymi powiekami, przyjmowała pieszczotę.
Ola, westchnęła czując, jak usta Taemina, schodzą coraz bardziej, na środek. Po chwili pozwoliła mu, aby połączył ich wagi w pocałunku. Taemin, tym razem całował subtelnie i wolno, delikatnie obchodząc się z każdym fragmentem jej delikatnych warg. I, na tym zaprzestawał. Akurat miał ochotę, na leniwe pocałunki, które pozwalały dłużej nacieszyć się ową pieszczotą.
Gdy Lee zdjął swoje dłonie z policzków Oli, pochwycił te jej, umiejscowione, na udach. Następnie przewiesił je, przez swoją szyję, napierając mocniej, na usta dziewczyny. Ola, westchnęła w jego usta, odchylając się bardziej do tyłu. Opierała się, przez to plecami, o drzwi auta czując, jak Taemin, umiejscawia się, między jej udami. Ani, na moment nie zaprzestawał całowania jej nieskazitelnych ust.
Po chwili Taemin, zdecydowanie zaczął drażnić językiem ten jej, dłońmi zaczynając wędrówki, po jej ciele.
Atmosfera w samochodzie robiła się, coraz bardziej gorąca. Zwłaszcza, iż lejący nagle deszcz, dodawał romantyczności. Przez różnicę temperatur i oddechy pary, na szybach, coraz bardziej zaczęła osadzać się para. Nieco chłodne dłonie Lee, zaczęły sunąć powoli pod bluzę dziewczyny. Ta westchnęła w jego usta, na uczucie chłodu, uciekając nieco ciałem, od chłodnej dłoni. To sprawiło, że Taemin, otrzeźwiał. Odsunął się nagle, zaciskając mocno szczęki, jakby był niezadowolony ze swoich poczynań.
- Wybacz, ale okrutnie mnie rozpalasz. - westchnął, przyciągając dziewczynę do siebie. Automatycznie zerknął w dół, a gdy Ola, zrobiła to samo, przysłonił fragmentem swojej bluzy erekcję w spodniach. Był pod wrażeniem, że sam z siebie się opanował, a sama Ola, nie oponowała. Wręcz była chętna, na więcej, co zdradzało jej zamglone spojrzenie.
- Wiem Taemin. - szepnęła i zaczepnie skubnęła zębami płatek jego ucha. - Ty także mnie rozpalasz i trochę szkoda, że przerwałeś to, ale rozumiem. - dodała szeptem, całując kilka razy szyję szatyna. Ten przymknął swoje powieki z przyjemności. Otworzył je jednak od razu, gdy poczuł dotyk Polki, na swoim udzie. Blisko jego erekcji. - Pomóc ci? - spojrzała głęboko w jego oczy, przez co w głowie Lee, narodziło się pełno myśli. I nie, tylko on był w danym momencie zaskoczony śmiałością dziewczyny. Ona także.
- Chętnie, ale... Lepiej nie ryzykować. Przejdzie mi zaraz. Tylko musisz się ode mnie odkleić. - zaśmiał się i mimo swoich słów, nie odciągnął dłoni Oli, ze swojego uda. Wręcz pozwalał jej, wodzić nią już przy samej pachwinie.
- Masz rację, jednak... Sama nie wiem, co się ze mną dzieje, ale mam ogromną ochotę zrobić ci loda. Tutaj w tym aucie, na odludziu. - szepnęła, a Taemin, wciągnął głęboko powietrze, gdy dłoń dziewczyny zaczęła masować jego erekcję, przez materiał spodni.
- Cholera skarbie... - jęknął, rozważając wszelakie za i przeciw. Przetarł dłonią zaparowaną szybę, chcąc się upewnić, że mimo ulewy, nie ma nikogo w pobliżu. Nie widząc, ani jednej żywej duszy, zerknął w stronę Oli. Czuł ogromny dreszcz emocji i podniecenia, na zrobienie czegoś zakazanego. - Dobrze, podejmijmy, to ryzyko. - szepnął, całując zaczepnie usta dziewczyny, gdy pomagał jej odpiąć guzik i zamek spodni. Następnie usadowił się wygodniej po drugiej stronie auta i wsunął dłoń w specjalną szparę w majtkach, aby wyciągnąć swoje prącie. Ola z uwagą przyglądała się, jak dłoń szatyna, wodzi w górę i dół, po swojej męskości. Zastanawiała się, jakby się tutaj umiejscowić, aby nikt jej nie dojrzał? Zerknęła w stronę fotela kierowcy. Mogłaby przesunąć fotel do przodu i usadowić się, między nogami Taemina, tuż za fotelem. Ta opcja zdawała jej się bardzo bezpieczna. Tak też, szybko przeszła do przodu, siadając się, na fotelu pasażera. Za pomocą dźwigni, pod siedzeniem, przesunęła fotel do przodu i wróciła, na tylne siedzenia.
Taemin w tym czasie, przyglądał się temu z uwagą, będąc zaskoczonym jej pomysłowością. Jego klatka piersiowa i nozdrza, falowały rytmicznie. Widać było po nim, że nieco się stresuje, ale i pragnie tego tak samo, jak ona. Tylko głupi idąc okolicą i widząc zaparowane szyby w ich aucie, nie domyśliłby się, że ktoś w nim siedzi. Albo robi niestosowne rzeczy. Szczęście było takie, że nadal lejący deszcz, nie zachęcał do spacerów. To dawało im obojgu dozę poczucia bezpieczeństwa.
Ola, usadowiła się, między rozchylonymi nogami Taemina, gdy siedział w pozycji wpół leżącej. Przygryzła dolną wargę, ujmując twarde prącie Lee. Zwilżyła swoje usta językiem, a następnie czubek i długość penisa. Taemin, sapnął na odczute doznanie. Gdy Ola, leniwie wodziła językiem po jego długości i żołędzi, ujął boki jej głowy, aby włosy nie wpadały jej, na twarz. 
- Weź go do ust, proszę... - szepnął, przez rozchylone usta, wpatrując się w Olę, przez opadające mu, na oczy kosmyki włosów.
To nie była, tylko prośba, ale i żądanie, o czym blondynka bardzo dobrze wiedziała. Uniosła się nieco, na zgiętych kolanach i powoli zaczęła wsuwać męskość do buzi.
- Oh, tak skarbie. Śmiało, weź go głębiej. - szatyn zachęcał, kładąc dłoń, na głowie dziewczyny, aby nieco bardziej ją obniżyć. Polka westchnęła, czując prawie, że całą męskość w swoich ustach. Gdy główka dotykała praktycznie jej gardła, uniosła głowę, patrząc zamglonym spojrzeniem, na Taemina. Uśmiechnęła się, ocierając nadmiar śliny z kącików ust i ponowiła pieszczotę. Z każdą chwilą coraz mocnej zasysała się, na prąciu, stymulując jego trzon. Wkładała męskość Lee raz głębiej, raz płycej do swoich ust. Jej język sprawnie drażnił wędzidełko, wywołując z ust Taemina, donośniejsze stękanie. Podobało mu się to, zaś Olę, bardzo satysfakcjonowało. Pragnęła dać mu, jak najwięcej przyjemności. Miała nadzieję, że dozna potężnego orgazmu, przez chociażby fakt, że robią takie rzeczy nielegalnie. Sama nieco się bała przyłapania, ale przy okazji napawało ją to ogromnym podnieceniem i frajdą. Jednak Marta, miała rację, że porno czasami uczyło czegoś ciekawego, jak i dawało pomysły, na urozmaicenie seksu. Nie ważne, czy tego oralnego, czy zwykłego. Co prawda oboje jeszcze nie uprawiali seksu, ale czuła, że są bliżej, niż dalej, do zrobienia kroku w przód. Gdzieś w głębi duszy, nie mogła się już doczekać, tego momentu.
- Lubisz, gdy cię tak liżę i ssę? - Ola, mruknęła podnieconym głosem i przejechała po całej długości penisa, patrząc prosto w rozanielone oczy Lee.
- Oh, tak... Uwielbiam także, jak ujmujesz mojego penisa cyckami i zadowalasz dodatkowo ustami.
- W taki sposób? - blondynka niewiele myśląc, podsunęła bluzę do góry. Następnie zrobiła, to samo ze stanikiem, wyłaniając z niego swoje piersi. Jej bladoróżowe sutki stwardniały, ciesząc oczy Taemina, który jęknął zaskoczony. Tego, to się nie spodziewał...
Jego twardy penis, aż ochoczo drgnął, także wyrażając zadowolenie. Zwłaszcza, gdy dziewczyna objęła piersiami prącie, zaczynając unosić się i opadać. Następnie pochyliła głowę i na ile mogła, ujęła w usta penisa. Zaczęła go stymulować, ponownie czując dłoń Lee, na swojej głowie. Wspomagał ją, odchylając głowę do tyłu, przyjmując każdą przyjemność, jaką dawała mu Ola. Uwielbiał ją w takim wydaniu, gdy dochodziło, między nimi do intymnych zbliżeń. Strasznie nakręcało, go to, że przy innych była grzeczna, ale gdy byli sami... Wszystko zmieniało postać rzeczy.
Ola, odsunęła się, aby zaczerpnąć powietrza. Napluła, na stymulowaną, przez nią dłonią męskość Taemina, patrząc prosto w jego czarne oczy.
- Okropnie się boję, że ktoś nas przyłapie, ale i niezmiernie mnie, to podnieca. - szepnęła, wolną dłonią masując swoją pierś.
- Mam takie samo myślenie. - Taemin, pochylił się, aby także ująć jej jędrną pierś. Przez chwilę ją ugniatał, wymieniając się z blondynką namiętnymi pocałunkami. W końcu zaprzestał, ponownie opadając, na oparcie siedzenia. - Jest mi niezmiernie przyjemnie, ale skończmy to, niż ktoś nas faktycznie przyłapie. - szepnął. Rozmazał nieco dłonią parę z bocznej i tylnej szyby, aby upewnić się, że okolica nadal jest pusta. Na szczęście była.
Ola, skinęła twierdząco głową. Pozostawiając piersi, na widoku, wzięła się do pracy. Ujęła trzon prącia, biorąc czubek do ust. Następnie zaczęła szybko poruszać głową, zasysając się mocno. Taemin, pochwycił kilka włosów z tyłu jej głowy, narzucając jej jeszcze intensywniejsze tempo. 
- Mogę dojść w twoich ustach? - zapytał chrapliwie, oddychając nierównomiernie. Pot perlił mu się, na czole, mimo niższej temperatury, na zewnątrz, jak i w aucie. Ola, zerknęła czule w jego zamglone spojrzenie. Następnie skinęła głową, wyrażając tym zgodę. Zaczęła ponownie brać penisa do ust, czując po chwili, jak Taemin, ponownie dość zaborczo dyktuje jej tempo, trzymając dłonie, na jej głowie.
Odsunęła głowę, gdy odczuła lekki odruch wymiotny, przez zbyt głęboką penetrację. Oczy naszły lekkimi łzami, a z kącików ust ściekała stróżka śliny.
- Mmm, cudownie obciągasz, wiesz? - mruknął, uśmiechając się szelmowsko. Ola, odwzajemniła uśmiech, nieco się rumieniąc. Takie słowa z ust Lee, były dla niej ogromnym komplementem. Nie tracąc jednak więcej czasu, wróciła do pieszczoty. Taemin, ponownie postękiwał z przyjemności, oddychając nierównomiernie. Szeptał jej komendy i chwalił, przy okazji. I takim oto sposobem, nie trzeba było mu więcej. Trochę, zbyt agresywnie docisnął mocniej głowę dziewczyny, dochodząc w jej ustach. Oli, jednak udało się połknąć wszystko do końca, nim zaczęła pokasływać, dławiąc się śliną i resztkami spermy. - Cholera, wybacz skarbie! - Taemin, jęknął z poczuciem winy, że pozwolił się tak oddać przyjemności. - Wszystko ok? - zapytał czule, podając dziewczynie chusteczkę, gdy dostrzegł małe opakowanie, leżące obok niego.
- Tak, wszystko gra. 
- Przepraszam, że byłem taki zachłanny.
- Nic nie szkodzi. Lubię, gdy jesteś taki władczy. - Ola, uśmiechnęła się nieco czerwona, na twarzy, ocierając usta i dłonie. Zakryła swoje piersi i resztę ciała bluzą, siadając się tuż obok Taemina, który chował penisa, do majtek. - I cieszę się, że mogłam sprawić ci przyjemność.
- Nawet nie wiesz, jak dużą. Zwłaszcza, że zrobiliśmy to w tak ryzykownym miejscu. Szczerze mówiąc, nie spodziewałem się, że byłabyś do tego zdolna. - westchnął i pocałował ją czule w usta w ogóle nie brzydząc się faktem, że chwilę temu miała jego penisa w ustach.
- W sumie ja też. Nie wiem, co mnie napadało? Miałam naprawdę ogromną ochotę, na twojego penisa. - zaśmiała się z lekkimi rumieńcami, na policzkach.
- Słuchaj, jak będziesz miała ochotę, na więcej, ja zawsze jestem chętny, na takie zabawy. Oczywiście odwdzięczę się z nawiązką. Chyba, że teraz mam, to zrobić? - Taemin, zerknął pożądliwie w oczy Oli, masując jej wnętrze uda. Nie mogąc się powstrzymać, przesunął dłoń bliżej jej kobiecości.
Żałował nieco, że dziewczyna miała aktualnie, na sobie spodnie jeansowe. To utrudniało mu dostanie się do jej zapewne mokrej cipki.
- Podejrzewam, że jesteś aktualnie rozkosznie mokra.
- Oh, bardzo... Czuję, jakie mam wilgotne majtki. - odparła nieco zawstydzona. - Ale lepiej nie kusić bardziej losu. Odwdzięczysz mi się, przy najbliższej okazji.
- Dobrze mój aniele. - mruknął i zaczepnie pocałował blondynkę w usta. - Oh! Prawie bym zapomniał, o niespodziance!
- Niespodziance?
- Yhym. - Taemin, uśmiechnął się tajemniczo. - Także przesiadamy się do przodu i jedziemy.
- Ale, gdzie?
- Zobaczysz... - Odparł zadowolony.
Po kilku minutach jazdy i dużej ilości pytań Oli, gdzie jadą? Dojechali pod budynek agencji i weszli do środka. Oboje przywitali się z pracownikami i recepcjonistką, po czym udali się, na górę. W jednej z salek tanecznych, była przygotowana, przez Lee niespodzianka. Zanim jednak weszli do środka, czarnooki przysłonił wpierw opaską oczy dziewczyny.
- Widzę, że robi się coraz bardziej tajemniczo. - Ola, zaśmiała się, gdy Taemin, ostrożnie wprowadził ją do środka, po chwili zamykając za sobą drzwi. Ostrożnie nakierował ją w stronę stołka i usadził, na nim, po chwili siadając obok niej.
- Nie zdejmuj opaski, póki ci nie pozwolę ok? - dziewczyna skinęła głową, na znak, iż rozumie. - Możesz nawet oprzeć się głową, o moje ramię, wtedy będziesz lepiej wszystko czuła.
- Lepiej czuła? Ale co? Cholera Taemin, mam nadzieję, że nie chcesz tutaj robić nic zbereźnego! - odparła nieco spanikowana.
- Spokojnie, nic takiego się tutaj nie wydarzy. Zaufaj mi. - mężczyzna zaśmiał się, czule gładząc jej plecy i ramię.
Następnie pomógł ułożyć jej głowę, na swoim ramieniu. Ucałował czubek jej blond włosów, gładząc blady policzek. Dziewczyna nic już nie dopytywała. Po prostu uśmiechnęła się, wyczekując tego, co Taemin, zaplanował.
Ola, zamarła, słysząc pierwsze dźwięki przepięknej melodii, wychodzących spod palców Taemina. Pianino - pomyślała, dotykając dłonią piersi, gdy melodia dochodziła do jej serca. Jej nieco spięte ciało rozluźniło się, a z ust wydobyło się ciche westchnienie zadowolenia.
Ola, zawsze twierdziła, że gra, na pianinie, to coś wspaniałego. A zwłaszcza pochodząca z niego melodia i umiejętność grania, na nim. Miała małe marzenie, aby ktoś kiedyś dla niej coś zagrał. Jak widać jej małe marzenie, spełniło się. Zwłaszcza, że 
Taemin, zaczął grać jej utwór - River flows in you. Nie raz katowała filmik z tym utworem, na kanale Youtube. Za każdym razem oglądała go z szybko bijącym sercem, wpatrując się w Taemina, grającego go, na pianinie.
Ola, z
 szerokim uśmiechem wsłuchiwała się w spokojny rytm melodii. Delikatnie objęła ramię chłopaka tak, aby mu za bardzo nie przeszkadzać. Następnie przymknęła swoje powieki, nawet jeśli miała je nadal zakryte opaską. Po chwili poczuła, jak spod nich wyciekają już łzy. Ślad po nich, po chwili mienił się delikatnie, na jej policzkach. A, gdy zaciągnęła charakterystycznie nosem, Taemin, automatycznie przestał grać. Zerknął zaniepokojony w jej stronę, dostrzegając mokre ślady, na jej policzkach.
- Dlaczego płaczesz? - zapytał z niepokojem, obejmując ją swoim ramieniem, ostrożnie wtulając w swój bok.
Bo, to było coś wspaniałego Taemin. - Ola, szepnęła i ponownie zaciągnęła nosem, ocierając łzy ze swoich policzków. Lee widzą to, wyprostował jej sylwetkę, chwytając za ramiona. Następnie zdjął opaskę z jej twarzy, po chwili patrząc, na mokre ślady łez i rozmazany nieco tusz, pod oczami. Dziewczyna wyglądała teraz, niczym urocza panda z pełnym szczęścia i radości uśmiechem. Ten widok sprawił, że serce Taemina, zabiło mocniej. - Dziękuję Taemin, za tak piękny gest. To było poniekąd moim małym marzeniem. - Ola, szepnęła i od razu wtuliła się w Lee.
- Dla ciebie wszystko i cóż, jestem zaskoczony, że sama nigdy mnie, o to nie poprosiłaś wiedząc, że umiem grać. - Lee zaczął gładzić po głowie wtuloną w niego blondynkę. - Nie miałem pojęcia, że marzysz, aby ktoś zagrał ci, na pianinie. Nawet nigdy, o tym nie wspominałaś. - dodał nieco rozbawiony, całując czubek jej głowy. - Ale skoro już, o tym wiem, to postaram się, aby częściej cię tu zabierać i grać, na tym pianinie. - uśmiechnął się, po chwili krzyżując swoje spojrzenie z tym Oli, gdy uniosła głowę, aby na niego spojrzeć. - I nie płacz już, ok? Twoje łzy łamią mi serce. Nawet, gdy są przepełnione szczęściem.
- Taemin... - Ola, szepnęła przepełniona radością, a po jej policzku mimowolnie spłynęły kolejne krople łez. - Jak mam tego nie robić, skoro zrobiłeś mi tak piękną niespodziankę i chcesz grać dla mnie częściej, na tym... Cudzie. - Ola, dotknęła ostrożnie instrumentu, przejeżdżając palcami, po drewnianych frontach.
- Jesteś taka kochana, wiesz? Ale! Już wystarczy tych łez! - otarł kciukiem brudne ślady z uśmiechem.
- O właśnie! To chcę widzieć, na twojej twarzy! - dodał, gdy dziewczyna uśmiechała się do niego czule z pełną wdzięcznością. - Wiesz co? Tak sobie pomyślałem, że możemy dokończyć tutaj nasz piknik. Także idę po wszystko do auta i zaraz wracam! - odparł i nim dziewczyna zdążyła zareagować, ten zniknął za drzwiami sali. Ola, korzystając z czasu oczekiwania, na Taemina, usiadła do pianina i losowo naciskała klawisze. Instrument wybrzmiał, wydając z siebie melodię. Nie było, to tak sensowne, gdy Taemin, grał ale cóż zrobić? Być może kiedyś nauczy ją, jak zagrać krótką melodię?
Cała podróż Lee w tę i z powrotem nie zajęła mu dużo czasu. Już po chwili był z powrotem. Z pomocą Oli, rozłożył na środku sali puchaty koc i kilka smakołyków. Następnie oboje usiedli obok siebie, puszczając z telefonu jakąś romantyczną playlistę, na Spotify. Oboje oddali się rozmowie. Ola, opowiedziała mu, o swojej wizycie u jego rodziców i radości, że naprawdę jest wszystko, między nimi dobrze. Taemin, też był z tego powodu zadowolony. Chciał, aby jego rodzina zaakceptowała Olę, za to jaka jest.
W trakcie dalszej rozmowy Taemin, zagarnął za ucho Oli, parę jej jasnych kosmyków włosów. Uśmiechał się, gdy ta zerknęła, na niego. Jego uśmiech pobladł widząc, że dziewczyna nie odwzajemnia go. Wydawała się być nagle zaniepokojona i spięta. Kompletnie, tego nie rozumiał. Przecież cały dzień, był taki dobry, pełen uśmiechu i pożądania.
- Coś się stało? - zapytał spokojnie, mrużąc nieco powieki.
Ola, przymknęła na chwilę powieki i przygryzła dolną wargę. Widać było, że mocno się, nad czymś zastanawia.
- Dręczy mnie jedna sprawa.
- Jaka skarbie?
- Co myślisz, o tej nowej dziewczynie Kibuma? Nie uważasz, że trochę za szybko zaczęli być ze sobą?
- Uważam, ale dla mnie jest naprawdę w porządku. Jest miła, wesoła i urocza. Takie przynajmniej wywarła, na mnie pierwsze wrażenie. - Taemin, mówił z uśmiechem, czując ulgę, że to jednak nic poważnego.
 - Na mnie wręcz przeciwnie. Owszem, może i jest miła i wesoła, ale myślę, że jest też podejrzana. I nie, tylko ja tak uważam. 
- Dlaczego tak mówisz? - Taemin, zmarszczył brwi, nieco odsuwając się od dziewczyny.
- Pamiętasz, jak wtedy czekałam, na ciebie, na schodach? Przez przypadek usłyszałam, jak Hana, kłóci się z Jonghyunem. Marta, zaś dosłyszała, jak Hana, rozmawia z kimś, przez telefon. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że osoba po drugiej stronie, znała Martę. Jakby, tego było mało, znała także Jonghyuna i Key!
- Ale, to jest pewne?
- Tak! Przecież Marta, by nie kłamała, a i ja bardzo dobrze słyszałam Hanę i Jonghyuna! Brzmieli tak, jakby ukrywali coś przed Kibumem! - Ola, westchnęła ciężko, widząc nadal zmarszczone brwi u Taemina i wzrok pełen wątpliwości. Już wiedziała, że nie będzie łatwo przekonać go, na swoją stronę, tak jak i Minho. Myślała, że tylko on był uparty w tej kwestii, ale nie, że Taemin, także będzie! - Widzę, że nadal mi nie wierzysz, więc posłuchaj dalej... Zaintrygowało nas, to wszystko. Podzwoniłam, więc po kilku osobach, a Marta, starała się coś znaleźć podejrzanego w domu. Jej nie udało się nic znaleźć, za to ja dowiedziałam się ciekawej rzeczy.
- Niby jakiej? - Lee skrzyżował ręce, na piersi, bowiem coraz to bardziej nie podobało mu się to, co mówi Ola.
- Chanyeol,
 widział, jak Hana, wchodziła podczas imprezy do pokoju Jonghyuna. My zaś słyszeliśmy dziwny jęk. A co jeśli oboje spali ze sobą?
- Stop! - szatyn uniósł dłoń, wykrzywiając twarz i usta w niezadowoleniu. Miał taką minę, jakby Ola, próbowała mu wmówić, że skały też mają uczucia i płuca. - Teraz, to nieco popłynęłaś. Jonghyun, nigdy nie zrobiłby czegoś takiego Kibumowi. - Lee starał się nie podnosić głosu, ale brzmiał on już donioślej, niż chwilę temu. Ola, zaś patrzyła, na niego zaskoczona, gdy powiedział to samo, co Minho, według Marty. Rozumiała jego zawziętość i wiarę w przyjaciela, ale zbyt wiele czynników wskazywało, na to, że coś jest nie tak. I Jonghyun, jak i Hana, mają jakiś sekret.
- Rozumiem, że stoisz za nim murem. To twój przyjaciel i gdybyś ty mówił mi takie rzeczy, na temat Marty, też bym była zła. Jednak nadal uważam, że zbyt dużo rzeczy świadczy, o tym, że Hana i Jonghyun, mają jakąś wspólną tajemnicę! I, czy to się podoba tobie i Minho, czy nie, chcemy wraz z Martą, dowiedzieć się, co tu jest grane?
- Chwileczkę... Minho, też o tym wie? - zapytał zaskoczony Lee, przestając krzyżować swoje ręce.
- Tak, bo Marta, powiedziała mu, to samo, co ja.
- I jaka była jego reakcja?
- Taka sama, jak twoja. Jednak tak, jak powiedziałam, rozumiem wasze podejście, bo to wasz przyjaciel. Jednak nadal uważam, że mamy mocne argumenty z Martą, na to, że Jonghyun, jest wmieszany w coś powiązanego z Haną. 
- Skarbie... - Taemin, westchnął przeciągle, przeczesując swoje jasnobrązowe włosy. Czuł się, między młotem, a kowadłem, nie wiedząc do końca, co ma, o tym wszystkim sądzić? Wierzył jednak całym sercem w to, że Jonghyun, nie zdradziłby nigdy w taki sposób Kibuma. - Wiem, że uwielbiasz filozofować i odkrywać zagadki, niczym Sherlock, ale wydaje mi się, że trochę przesadzacie. Ta sprawa powinna być wyjaśniona, pomiędzy Jonghyunem i Haną i być może, i Kibumem. Jedynie mogę uwierzyć w to, że słyszałaś kłótnie Hany i Jonghyuna, bo jednak ich widzieliśmy, gdy weszliśmy, na górę.
- Słucham?! Przesadzamy?! Taemin, przejrzyj na oczy! Tu nie można zastosować taktyki ,,Niech wyjaśnią, to między sobą''. Jak widzisz Key, w jakimś sensie jest pionkiem w tej zagadce. Powiem więcej! Hana, jest dla mnie podejrzana. Niby jest miła, urocza i słodka, ale nie jest, to naturalne!
- Ola, ale jak możesz coś takiego sugerować, widząc ją może z dwa, trzy razy w życiu? - odparł zdenerwowany Taemin, patrząc hardo w jej oczy.
- Owszem, masz rację. Jednak przypominam ci, że Hana w dzień imprezy, poszła do pokoju Jonghyuna. Widział, to Chanyeol. W sumie teraz mi się przypomniało, jak mówił mi, że Key szukał Hany, bo miała iść do jego pokoju. A ona weszła do Jonghyuna. - Ola, coraz bardziej nakręcała się w swoich spekulacjach. - My słyszeliśmy jęki z pokoju jego, lub twojego i...
- Kochanie... - Taemin, chwycił jej podbródek i nakierował wzrok, na siebie. Uśmiechnął się ciepło, mając nadzieję, że załagodzi to aktualnie napiętą atmosferę, między nimi. - Nie wiem, co ci powiedzieć i doradzić. Mam nadzieje, że nie będziesz zła, jak powiem ci, że wolę się w to nie mieszać. - Ola, zamrugała parę razy, nie mogąc uwierzyć w to, co usłyszała. Taemin, też? Dlaczego on i Minho, wolą tego nie roztrząsać? I pomóc, to rozwikłać dla dobra Kibuma, lub Jonghyuna?!
- Rozumiem. Zapomnij, o tym, co ci mówiłam... - Ola, westchnęła ciężko i zwiesiła wzrok. Tak naprawdę nie mogła być zła, a nawet nie miała zbytnio prawa, bo każdy ma swoje zdanie. Jednak bolał ją fakt, że nie może polegać, na pomocy swojego ukochanego w tej sprawie...

*

Marta, zastygła w miejscu z talerzykiem sernika w ręku i kawą espresso w drugiej, gdy ujrzała zamaskowanego mężczyznę. Nie rozglądał się. Po prostu wszedł i od razu ruszył w stronę korytarza, gdzie była kuchnia i schody do mieszkania. Zatrzymał się nagle, przed stojącą brunetką, patrząc na nią znad maseczki.
- Jonghyun? - Marta, wyszeptała zaskoczona, zerkając to na niego, to na kilka osób siedzących w cukierni. Niektórzy z nich także zerkali w ich stronę, jakby zaniepokoił ich fakt, że mężczyzna zbyt szybko podszedł do niej. Marta, postanowiła załagodzić sytuację. - Oh hej Jongin! Dobrze, że jesteś! Gongchan, jest w kuchni, więc możesz iść do niego, a później wejdź, na górę, na kawę! - kłamała, jak z nut, zerkając to, na Jonghyuna, to na trzymany serwis w dłoniach. Była tak zaskoczona nagłym przybyciem Kim, że ręce zaczęły jej się trząść. Miała nadzieję, że zaraz nie rozleje nigdzie kawy. - Ja zaraz do ciebie podejdę. - dodała i minęła zaskoczonego Jonghyuna. Odstawiając już zamówienie, na stoliczku klientów, zerknęła w stronę kuchni. Dostrzegła, jak Jonghyun, wita się z Gongchanem, a następnie rusza do góry.
Marta, zaczęła się zastanawiać, o co może chodzić? Jakim cudem pojawił się u nich Kim Jonghyun, po tym, jak rozmawiała, na jego temat z Olą i Minho? Wywołała go, czy jak? Co prawda miała małe podejrzenia, że może Kim chce się podzielić czymś, na temat Hany. Jednak wolałaby, aby była również, przy tym Ola. Tej jednak nie było, bowiem była z Taeminem. A nie chciała jej przerywać pobytu z nim.
Marta, udała się szybko do kuchni, informując będącego tam Gongchana, że na chwilę idzie pogadać z Jonghyunem. Kiedy weszła do mieszkania, chłopak siedział, na sofie. Był pochylony, opierając przedramiona, na kolanach, a jego nieobecny wzrok, był utkwiony, na stoliczku kawowym.

- Um... Chyba wiem, po co przyszedłeś. - Jonghyun, zerknął w jej stronę nieco zaskoczony, gdy ta się odezwała. - Chodzi, o Hanę, prawda? - Kim, przyglądał jej się, przez chwilę, marszcząc brwi. Następnie westchnął ciężko i pokiwał głową z taką miną, jakby miał iść zaraz, na ścięcie głowy. - Może chcesz, coś do picia zanim... Zaczniemy? 
- Pewnie. Poproszę, wodę z cytryną. - uśmiechnął się nikle i znowu utkwił wzrok. Tym razem w na dywaniku, pod stoliczkiem kawowym.
Marta, spojrzała na niego i westchnęła cicho pod nosem. Udała się do kuchni, chwyciła jakieś dwa kubki i nalała do nich wody. Do smaku dodała soku z cytryny i udała się z naczyniami do salonu. Postawiła je, na stoliczku, donosząc jeszcze talerz z ciastem i dwa talerzyki. Następnie przysiadła z cichym westchnieniem, obok Jonghyuna. Upiła trochę wody w tym samym czasie, co on, jakby miało ich, to przygotować do poważnej rozmowy.

- Czyli chcesz porozmawiać, o Hanie, tak? - Marta, zdążyła powiedzieć, gdy w drzwiach pojawiła się Ola. Widząc ich razem, zmarszczyła swoje brwi. Dostrzegając znaczące spojrzenie przyjaciółki, o nic nie pytała. Już domyślała się, o co chodzi. - Zdążyłaś, więc weź coś do picia i chodź. - Ola, kiwnęła potakująco głową, bo właśnie zastanawiała się, czy czasem coś ją nie ominęło? Jak widać nie. 
- Cześć Jonghyun. - uśmiechnęła się ciepło do nich i podreptała do kuchni. Kim jedynie kiwnął głową i uniósł swoją dłoń, na przywitanie.
Ola, tak samo postawiła, na wodę  z cytryną, po chwili siedząc już obok Marty. Zerknęła wpierw, na nią, a następnie, na Jonghyuna, który także, patrzył w ich kierunku.
Jonghyun, walczył sam ze sobą, zastanawiając się, co może powiedzieć i ile? To było dla niego trudne. W głębi duszy miał nadzieję, że chociaż one uwierzą mu, że Hana, nie jest tym, za kogo się podaje. Jeśli jednak, tego nie zrobią, będzie musiał działać, na własną rękę...
- Mam pytanie odnośnie imprezy. - zaczął niepewnie, nawet nie patrząc, na dziewczyny. Po prostu wpatrywał się w kubek z wodą.
- O której poszłyście spać? - dodał, tym razem już patrząc, na Polki.

- Co, to za pytanie?
- Um, Marta... To jest w jakimś sensie dla mnie ważne, bo chcę...
- Uratować Kibuma, przed zranieniem, przez Hanę, tak? - Kim od razu spojrzał, na Martę. - Jongyun, nie owijajmy w bawełnę. Wiemy razem z Olą z pewnych źródeł, że Hana, tego dnia, przyszła do ciebie do pokoju.
- Skąd, to wiecie?
- Od Chanyeola. - Ola, dodała szybko, widząc strach w oczach Kim. Ulżyło mu jednak, słysząc dane imię.
- Rozumiem...
- Chcę byś, też wiedział Jonghyun, że przypadkowo podsłuchałam waszą kłótnię, na holu. - Kim znowu się spiął, unikając nagle wzroku dziewczyn. Biło do niego poczucie winy. Czyli naprawdę owa dwójka, miała wspólną tajemnicę...
- Ja powiem więcej Jonghyun i to dopiero powinno cię zaniepokoić, niż fakt, że wiemy tamte rzeczy. - Kim zerknął zaskoczony w stronę Marty, patrząc w jej stronę z uwagą. - Słyszałam, jak Hana, rozmawia z kimś, przez telefon o mnie, tobie i Key. Co najśmieszniejsze, ta osoba zdawała się znać całą, naszą trójkę.
- C-co?! - Kim, aż oniemiał, na taką wieść.
- Ale, jak to zna naszą trójkę? Wiesz, kto to był?
- Nie mam pojęcia... Myślałam, że ty może będziesz wiedział. - Marta, popatrzyła smutno w jego stronę.
- Ja... Też nie mam pojęcia z kim mogłaby rozmawiać, na nasz temat?
- Ciekawe, czy czasem ta osoba nie zna reszty? Bo fakt, że zna Martę, jest bardzo dziwny.
- To prawda Ola. - Jong, pokiwał twierdząco głową, myśląc intensywnie. - Macie kogoś konkretnego, na myśli?
- Mi przyszła do głowy sama Minjum, albo z Jisoo. - odezwała się Marta, upijając łyk wody. - Chociaż najbardziej Minju. Ona ma powód, aby uprzykrzyć życie Key. Przecież ją upokorzył.
- Też tak uważam, po tym co mi powiedziałaś. - Ola, przytaknęła przyjaciółce.
- Ale, jakim cudem one miałyby być, to zamieszane? - brunet był nieco zdezorientowany, patrząc to, na Martę, to na Olę.
- Przecież my ją spotkaliśmy przypadkowo. Ja na nią wpadłem i...

- Owszem Jonghyun, ale skąd możesz wiedzieć, że nie szła tam akurat specjalnie? Albo może to Key, miał ją spotkać przypadkowo, gdzie indziej...? A, że wyszło tak, a nie inaczej, to ciebie również wzięli, jako pionek do gry. A, że jesteś jego najlepszym przyjacielem, to zapewne uznali cię za dobrą partię do zniszczenia Key. Waszej przyjaźni, bądź bóg, wie czego... Rozumiesz? - Kim analizował mocno słowa dziewczyn, próbując ułożyć sobie, to wszystko w głowie.
- A jeśli nadal nie rozumiesz, dlaczego tak uważamy, to słyszałam, jak Hana, mówi coś do osoby po drugiej stronie telefonu, o wykorzystaniu was. A następnie sponiewieraniu. - Marta, patrzyła smutno, na zdezorientowanego bruneta. Chyba nie spodziewał się, aż tylu informacji, prócz widzenia Hany, wchodzącej do jego pokoju...
Tak coś czułem, że ta suka chce nas wykorzystać!
- Jong, słownictwo.
- Oh, Ola! Daj mu spokój, co? Zasłużyła, na to miano.
- Marta!
- Co? - brunetka jęknęła, na co Ola, przekręciła oczyma. To nieco rozbawiło i tak już mocno spiętego bruneta. - Wiemy, że rozmawiałeś, o tym wszystkim z Minho, prawda?
- Co? Skąd ty...? - Kim patrzył, na nią zaskoczony.
- Minho, mi powiedział, że przeprowadziliście taką samą rozmowę, jak ja zaczęłam z nim. Jednak nie chciałeś mu konkretnie wyjaśnić, o co chodzi. I cóż.. Niestety tak, jak i tobie, nie uwierzył i mi. Tyle, że ja powiedziałam mu, o tej rozmowie telefonicznej i mimo to, szedł z zaparte, że nie powinno się oceniać ludzi... Bla, bla bla. - Marta, mówiąc ostatnie słowa, uniosła rękę, imitując dłonią pacynkę, która mówi jej głosem. Ola i Jonghyun, popatrzyli po sobie, po czym parsknęli śmiechem, wyobrażając sobie Minho, gdy tak mówi.
- Martuś, to było złoto. - Ola, pokiwała palcem z aprobatą, kręcąc z rozbawieniem głową. - A, jeśli już, o tym mówimy, to Taemin, również uważa, że przesadzamy z tymi podejrzeniami. Onew nawet nie pytałam, bo wiecie, że go takie sprawy nie interesują.
- Oh, świetnie... - Marta, prychnęła niezadowolona. - To co w takim razie, naszego lidera interesuje? - burknęła. - Prócz kurczaków! - dodała szybko, gdy Ola i Jong, otwierali już usta, aby o tym wspomnieć. Następnie popatrzyli po sobie, wzruszyli ramionami i parsknęli śmiechem.
- Jonghyun? Rozmawiałeś z kimś jeszcze, na temat Hany?
- Tylko z Minho. - Kim przetarł twarz dłońmi. - Ola, szczerze mówiąc, po rozmowie z Minho, nawet nie miałem ochoty drążyć tematu z resztą. Na pewno mam plan, aby pokazać prawdziwą twarz Hany.
- A masz coś konkretnego?
- Na razie nie. Nadal nad tym pracuję. - Kim, zerknął w stronę Oli.
- Rozumiem. Co do planu, to na pewno będzie trudno coś wymyślić, aby Hana, niczego się nie domyśliła. Jednak zanim przejdziemy do omawiania, musisz nam, o wszystkim powiedzieć Jonghyun. - wspomniany popatrzył wpierw, na Olę, a następnie, na Martę. Westchnął cierpiętniczo, po czym powiedział im, o wszystkim, co działo się w jego pokoju.
- W sumie przyszedłem do was, bo stało się coś nieoczekiwanego. Hana, napisała dziś do mnie, że chce się spotkać i mnie przeprosić. Oczywiście zaprosiła mnie do swojego domu, na dwudziestą.
- Jonghyun, to trochę podejrzane, że każe ci przyjść do swojego mieszkania i to tak późno... - Ola, skrzyżowała ręce, na piersi, mrużąc oczy.
- Też tak uważam, dlatego jak wspomniałem, przyszedłem do was. Trochę z niewiedzą i na czuja, czy o czymkolwiek wiecie. Na szczęście podałyście mi więcej informacji, które mogą pomóc, rozgryźć Hanę. Dziękuję. - Kim odparł z uśmiechem.
- W takim razie, może dla twojego bezpieczeństwa, pójdziemy z tobą Jonghyun?
- I co zrobisz Marta, gdy będzie chciała coś ci zrobić?
- A, bo ja wiem? Najwyżej pogryzę ją po kostkach, jak nie sięgnę, by zadać jej prawy sierpowy. - Marta, odparła z buńczuczną miną, wypinając pierś do przodu, niczym jakiś bohater. Ola i Jonghyun, popatrzyli po sobie, po czym parsknęli głośnym śmiechem. - Z czego się śmiejecie?! Ja jestem w tym aspekcie bardzo poważna!
- Właśnie sobie wyobraziłem małego psa, rasy chihuahua, gryzącego kostki wysokiego i szczupłego charta.
- Ja też! - oboje przybili sobie piątki, ignorując obruszoną brunetkę, która mruczała pod nosem, coś w stylu: Bardzo śmieszne...
- A tak serio, dzięki za odwagę dziewczyny, ale co ona może mi zrobić? Nie będę nic pił. Jestem sprytny i wysportowany, więc dam sobie radę.
- Jestem pod wrażeniem twojej pewności siebie Jonghyun. Jednak przypominam ci, że Gongchan, też jest wysportowany, plus wyższy od ciebie, o jakieś dwadzieścia centymetrów, a i tak Minju, udało się go uśpić. - Marta, skrzyżowała ręce, na piersi, mierząc Kim ostentacyjnym wzrokiem.
- Bo było tak dużo ludzi, więc każdy mógł być przydupasem Minju. Tu będę sam w mieszkaniu Hany. Chyba zdążę zauważyć, że coś jest, na rzeczy, nieprawdaż?
- No nie wiem Jong. - Ola, westchnęła z troską. - A jeśli, na samym wejściu ktoś wciągnie cię do środka i coś ci zrobi? - Jonghyun, popatrzył w stronę Oli, kalkulując sobie w głowie jej słowa.
- Dobra, w takim razie tą kwestię się jeszcze obmyśli. Chociaż nie mam zbyt dużo czasu...
- A tak w ogóle, to wiesz, że to co zrobiliście, jest wręcz absurdalne? Domyślasz się, co to by było, gdyby Key się dowiedział?

- Na pewno, by mnie znienawidził. - Jong, westchnął ciężko. - Jednak wolałbym, aby zrobił to, przed kompletnym zranieniem i ujrzeniem, że Hana, to oszustka. Wolałbym sam czuć ból utraty przyjaciela, niż żyć z wiedzą, że on cierpi. A wiem, że tak będzie, jeśli faktycznie Hana, chce go zniszczyć. On się w niej się naprawdę zakochał, więc... Na pewno się załamie. 
- A myślisz, że nie będzie cierpiał, kiedy wpierw dowie się, że Hana, zdradziła go z jego najlepszym przyjacielem, czyli tobą?! - Marta w końcu postanowiła podnieść głos w tej sprawie. Wstała gwałtownie i usiadła, na sofie, bliżej Jonghyuna. Chwyciła jego ramiona i zaczęła nim trząść, niczym drzewkiem, na którym nadal wiszą owoce. - Gdzie ty miałeś rozum, idąc z nią do łóżka? I w ogóle dlaczego, to zrobiłeś? - warczała, coraz to bardziej dobijając swoimi słowami starszego mężczyznę. Jako także przyjaciółka Kibuma, była okropnie zawiedziona zachowaniem Kima.
- Marta, uspokój się. - rzekła Ola, odsuwając przyjaciółkę od Jonghyuna. Nie podobało się się zachowanie dziewczyny. Wiedziała, że ta jest wybuchowa, a Key, to jej przyjaciel. Jednak w tej sytuacji, tylko spokojna rozmowa mogła do czegoś doprowadzić. Jednak, jak widać Marta, myślała co innego.
- Nie! Bo nie podoba mi się to,co się, między nimi wydarzyło! Kibum, to twój najlepszy przyjaciel Jonghyun! Jak mogłeś myśleć fiutem, a nie głową?! To, aż się w głowie nie mieści i nawet nie próbuj zwalić tego, na alkohol!
- Marta, uspokój się! Nie widzisz, że Jonghyun, dość się tym przejmuje?! - szkliste oczy Marty, spojrzały na blondynkę i po chwili przybitego bruneta.
- Przepraszam Jong, ja...
- Nie przepraszaj. Zachowałaś się, jak na prawdziwą przyjaciółkę przystało. To ja jestem chujowym przyjacielem, robiąc Kibumowi, coś takiego.
- Serio Jong, ty też? - zapytała zaskoczona Ola, widząc, że ten również ma łzy w oczach. Oczywiście od razu próbował ocierać łzy spod oczu, unikając wzroku blondynki.
Ola, przeczesała dłonią swoje krótkie do brody blond włosy, przygryzając wargę w zamyśleniu. Miała wrażenie, że jest w jakimś popieprzony wariety show i zaraz ktoś wyskoczy z okna, lub szafy mówiąc, że to durny żart, na który dała się nabrać. A po tym, wszystko wróci do normy...
- Jonghyun, pomożemy ci ją rozszyfrować. Mimo obaw, że Hana, coś knuje, jestem za tym, abyś poszedł do niej. Jakby co, to dzwoń i nawet włącz nagrywanie w komórce, aby mieć jakieś dowody.
- Ola, oszalałaś?! Sami chwilę wcześniej ustaliliśmy, że to podejrzane, że go zaprosiła i na pewno z kimś współpracuje! A jak, ta tajemnicza osoba tam będzie i coś razem mu zrobią? To nawet te cholerne nagranie nie pomoże!
- Dam sobie radę. Podam wam adres, na wszelki wypadek. Będziecie czekały, na klatce i w razie co, wtargniecie do mieszkania z jakimś gazem pieprzowym? - zasugerował z powagą, po chwili parskając śmiechem, gdy wyobraził, sobie taką scenerię. Marta i Ola, niczym strażniczki sprawiedliwości, psikające gazem pieprzowym w Hanę, jej pomocników i być może Minju i Jisoo.
- Co cię tak śmieszy?
- Nic takiego Marta. Po prostu wyobraziłem, to sobie.
- Tu nie ma co się śmiać. Sprawa jest naprawdę poważna, a czasu ubywa. A co jeśli... Będzie tam Kibum?
- Też, o tym myślałem i mam nadzieję, że taka sceneria się nie wydarzy.
- Cóż i tak w sumie musisz podjąć ryzyko. Inaczej wydaje mi się, że ona może coś zacząć podejrzewać, jeśli zaczniesz się wymigiwać od spotkania. - Ola, patrzyła hardo, na przyjaciół, większą uwagę skupiając, na Kim. 
- Dobra, to może połączymy się telefonicznie, nim wejdę do mieszkania? Będziecie wtedy mogły słuchać całej rozmowy i jednocześnie ją nagrywać, jeśli to pułapka. Nawet jeśli coś mi się stanie, będziecie miały silny dowód, na oskarżenie Hany, lub Minju i Jisoo. Jeśli faktycznie są w to zamieszane...
- Jonghyun, nawet tak nie mów! Musisz stamtąd wyjść cały! - Ola, odparła hardo, patrząc smutno. Marta, także martwiła się, tym wszystkim.
- Postaram się, ale... Tak naprawdę, nie mamy pojęcia, co się może wydarzyć...

*

Jonghyun, siedział już od kilku chwil w dużym salonie, pukając rytmicznie opuszkami palców, o skórzany fotel. Nadal nie dowierzał, że przyszedł do tego miejsca, którym było mieszkanie Hany. I sam nie wiedział, czy to on jest naiwny, że tu przyszedł, czy ona, że być może poda mu się, na tacy? Jonghyun, nim wszedł do klatki schodowej, wraz z Martą i Olą, połączył się z nimi telefonicznie. Dziewczyny miały być tam, na wszelki wypadek, nagrywając rozmowę, na telefonie, aby mieć dowody, na fałszywość Hany. 
Gdy Hana, napisała dziś do niego, że chce go przeprosić za swoje zachowanie, na imprezie, był wielce zdumiony. A doznał ogromnego szoku, gdy ta zaprosiła go do siebie! Co prawda miał zamiar rozgryźć jej zamiary, bez spotykania się z nią osobiście, jednak było, to dość trudne. Cała ta sytuacja wydała mu się niezmiernie podejrzliwa. Zwłaszcza, że znał Kibuma i wiedział, że sam nie podałby Hanie, jego numeru telefonu. Musiała, więc sama go zdobyć...
Do tego doszły dodatkowe informacje, jakie zdobył od dziewczyn. To była dobra decyzja, aby wpierw do nich pójść i obgadać, całą sytuację. Cała układanka z zachowaniem Hany, zaczynała nabierać sensu i skłaniał się do podejrzeń dziewczyn. 
Szczerze mówiąc Jonghyun, nie chciał iść do domu Hany w obawie, iż ustawiła, to spotkanie. Obawiał się, że zaplanowała to tak, że będzie tu też i Kibum. Jaki miałby wtedy podać 
przyjacielowi powód przybycia? Zwłaszcza, gdyby okazało się, że Hana, wyjawiła mu, że oboje spali ze sobą... Na szczęście, po przybyciu tutaj okazało się, że Kibuma, już u niej nie ma.
Po chwili w salonie znalazła się i Hana, ze szklankami i jakimś sokiem owocowym. Ustawiła, to wszystko, na stoliczku i po chwili doniosła jakieś słodycze w formie poczęstunku. Jonghyun, spojrzał na to wszystko nieufanie i zakładając nogę, na nogę, prychnął w przestrzeń. Następnie jego chłodny wzrok, przeniósł się, na dziewczynę. Wprost nie mógł uwierzyć w to, co przed sobą widział. Hana, nagle chyba przeszła jakieś pranie mózgu, lub jakąś magiczną przeminę, bo zachowywała się tak, jak przy reszcie i Kibumie. A może, to mózg jej się przepalił od nadmiernego farbowania włosów, na blond? Kim patrzył z niedowierzaniem, jak ta siedzi z przybitą miną, jakby naprawdę żałowała tego, co zaszło między nimi.
- Będziemy tak siedzieć w milczeniu, czy zaczniemy temat, twoich rzekomych przeprosin w które nie wierzę? - zaczął dumnie Kim, rozglądając się badawczo po pomieszczeniu, jakby chcąc upewnić się, że nic ich nie nagrywa. Słuch też starał się mieć wytężony, na możliwe kroki osób trzecich, chcących zrobić mu nagle krzywdę.
- Naprawdę chcę cię przeprosić Jonghyun. I szczerze przepraszam, za wszystkie moje wybryki. Nie wiem dlaczego tak się zachowywałam? Może dlatego, że... Też w jakiś sposób mi się podobasz? - westchnęła, patrząc smutnym wzrokiem. Gdyby Jonghyun, nie był świadkiem jej dwulicowości, prawdopodobnie uwierzyłby w te brednie.
- Dobre sobie Hana... Potrzebowałaś zapewne bolca, a że Kibum, ci nic nie dał, to przyszłaś do mnie, korzystając z jego nieuwagi.
- Słucham?! Dlaczego obarczasz, tylko mnie winą?
- Bo mnie kusiłaś?
- Zawsze mogłeś mnie wyprosić, a nie kontynuować wszystkiego dalej. - dziewczyna zacisnęła hardo usta. Przez chwilę w jej oczach panował gniew, który diametralnie zamienił się w szkliste spojrzenie. Kim zauważył tę zmianę, jeszcze bardziej nie wierząc w szczerość blondynki.
- To prawda, masz rację. Jednak ja byłem nieco pijany, więc nie myślałem trzeźwo, także uważam, że to wykorzystałaś.
- Jak możesz Jonghyun?! Równie dobrze i ja mogłabym powiedzieć, że zostałam wykorzystana! I jak myślisz, komu by wszyscy uwierzyli? Tobie, czy mi?
- Niestety tobie. - Kim westchnął, udając przygnębienie, aby pokazać jej, że mocno nad nim góruje. O, to chodziło, aby uśpić jej czujność. Gdy ktoś stawał się zbyt pewny siebie, często zapominał, o otaczającym go świecie i małych szczegółach. - Odpowiedz mi, ale szczerze... Jesteś zakochana w Kibumie, albo zaczynasz go kochać?
- To jeszcze za szybko, na takie słowa! - Hana, wzburzyła się i zaplotła ręce, na piersi. Jong, uśmiechnął się nikle, czując satysfakcję, że jego pytania, naprawdę burzą jej czujność. Ona nie była głupia i mogła domyślać się, że chłopak nagrywa ich rozmowę.
- Może i tak, ale ciekawi mnie, czy darzysz go takim uczuciem, jak on ciebie?
- Oczywiście!
- W takim razie rozumiem, że żałujesz tego, co między nami wyszło? Bo wiesz... Gdybyś naprawdę darzyła go mocnym uczuciem, żałowałabyś tego. - dziewczyna zawahała się, przygryzając wargę. Widać było po niej, że walczy z myślami, co ma odpowiedzieć? 
- Nie żałuję, tego i wcale tak nie uważam, że przez to nie darzę, go mocnym uczuciem. Po prostu, to była chwila słabości.
- Yhym, chwila słabości... - Kim kpił sobie z niej. - To słabe wytłumaczenie, wiesz? Jak dla mnie, nie darzysz go tak naprawdę żadnymi silnymi uczuciami. Gdyby było inaczej, nie byłoby chwil słabości, albo jak to określiłaś, nie zostałabyś wykorzystana. A przypominam ci, że do niczego cię nie zmuszałem. Miałaś wybór. - Jonghyun, zaczął oglądać swoje paznokcie, gdy mówił wszystko poważnym tonem. - Oh Jonghyun, Jonghyun, Jonghyun... - Hana, zaśmiała się ironicznie, niedowierzając w to, co słyszy. Wstała nagle ze swojego fotela, przez co brunet podniósł nieufnie wzrok. Obserwował z uwagą, jak siada, na podłokietniku, tego na którym sam siedział. Gdy otarła wierzchem dłoni jego policzek, patrząc słodko w jego oczy, on postanowił zagrać w jej grę. Przymknął swoje powieki, po chwili patrząc w jej stronę zalotnie. 
Chciał, aby myślała, że jej bliskość osłabia jego kontrolę, nad sobą.
- Mówisz tak, bo to twój przyjaciel i ja to rozumiem. Jednak kręci mnie fakt, że ty w przeciwieństwie do Kibuma, patrzysz na mnie pożądliwie. Bardzo mi, tego brakuje u niego. I jakby, tego było mało jesteś przystojny i wysportowany. Być może przeszło mi, przez myśl, że może powinnam z tobą zacząć kręcić? Jednak nie trwała ona długo. Ja szukam miłości, a nie tylko seksu, a ty mógłbyś mi dać, tylko to... Także musisz pogodzić się z faktem, że wybrałam Kibuma i jestem mu oddana.
- Serio Hana? Nawet mnie nie znasz, więc jak możesz mówić takie farmazony? - brunet zakpił, lustrując z uwagą jej usta i oczy. Ona robiła, to samo, wręcz kokieteryjnie wypinając swój biust w jego stronę. - I wiesz co? Gdybyś tak bardzo była mu oddana, nie siedziałabyś teraz prawie, że na moich nogach i nie wpychała praktycznie cycków w twarz. Chyba, że kolejny raz masz plan uwiedzenia mnie, tak jak wtedy, na imprezie i nabicie się, na mojego fiuta. - Jong, wyszczerzył się chytrze, oblizując szelmowsko swoje usta. Wręcz brzydził się kobietą obok, ale musiał grać, aby zdobyć, jak najwięcej dowodów.
- Nie bądź taki pewien siebie. - powiedziała zmysłowo, po czym wstała, aby wrócić, na swój fotel. Jonghyun, poczuł dziwny niepokój, na ton jej głosu. Wyostrzył słuch, mrużąc swoje oczy. Dziewczyna zdawała się być dziwnie zadowolona. Ta mina nie wróżyła nic dobrego. Na szczęście niczego nie pił, ani nie jadł, więc miał nadzieję, że nikt nie chowa się w innym pomieszczeniu. Nie słyszał żadnych kroków, ale musiał być ostrożny. Nawet jeśli Marta i Ola, były w gotowości, siedząc na klatce schodowej i nasłuchując całą rozmowę, aby w razie co działać.
- Skoro już mnie przeprosiłaś nieszczerze, to będę spadał. Jeszcze oślepnę, na widok twojej dwulicowości. - stwierdził, podnosząc się z fotela. Przez chwilę stał czekając, aż ktoś go zaatakuje. Jednak nic takiego się nie wydarzyło. Być może jednak, to spotkanie nie było ukartowane?
- Skoro już idziesz, to na co czekasz? Aż ktoś wyskoczy z szafy, lub pokoju obok i cię uśpi? - dziewczyna zakpiła i wstała, podchodząc do Jonghyuna. Ten cofnął się automatycznie w tył, jakby bojąc się, że coś mu zrobi. - Serio? Wow, nie wiedziałam, że aż tak mi nie ufasz. To mnie bardzo rani. Aby udowodnić ci, że nikogo nie ma, podejdę z tobą do drzwi i ci je otworzę, ok? - odparła i nie czekając, na reakcję Jonghyuna, ruszyła do przedpokoju, oczywiście ruszając zmysłowo biodrami. Brunet zrobił, to samo, rozglądając się nieufnie, gdy wyszedł, na korytarz. W końcu stanął obok Hany, która stała już, przy drzwiach i komodzie, prychając kpiąco, na jego zachowanie. - Jesteś taki słodki, gdy się denerwujesz, wiesz? - westchnęła, otwierając drzwi. Kim zerkał, to na nią, to na klatkę schodową, pełnym niezrozumienia wzrokiem.
Nie mógł uwierzyć w to, że wszystko tak gładko poszło. Miał dowód, na jej fałszywość i nawet nie sprawdziła, czy niczego nie nagrywa? Naprawdę tak mu ufała, że nie sprzeda, tego wszystkiego dalej? To było zbyt dziwne.
- Chociaż poczekaj chwilę, nie chcę żegnać się w złych relacjach. - szepnęła, zamykając z powrotem drzwi. To wzbudziło większy niepokój u Jonghyuna.
- Co, ty pieprzysz Hana? Po prostu mnie wypuść. - odparł i gdy chciał pociągnąć za klamkę, poczuł nagle ukłucie w bicepsie. - Co do kurwy? - jęknął, patrząc w stronę Hany, która wbijała mu strzykawkę z jakimś środkiem. Zapewne nasennym, bowiem Jonghyunowi, zaczęło wirować w głowie, coraz bardziej odcinając go od rzeczywistości. - Co... Co ty mi... Wstrzyknęłaś.... Suko? - mężczyzna coraz bardziej bredził, sapiąc z każdym słowem, gdy wpadł, na komodę. Wzrok coraz bardziej mu się zlewał, gdy czuł, że traci, na sile.
- Oh, to? - kobieta zaśmiała się, wskazując strzykawkę, gdy Kim, siedział już w pozycji pół leżącej pod komodą, ledwo ją widząc. - To tylko etorfina, więc pośpisz sobie chwilę. - dodała i spojrzała w bok.
- C-co? Ty... Su... - stękał, czując jak język odmawia mu posłuszeństwa. - Zabi... Ci... - Kim ostatkami sił, spojrzał w tamtą stronę, dostrzegając zarys postaci w ciemnym kącie korytarza.
- Witaj i dobranoc Kim Jonghyun. - zdążył usłyszeć tak bardzo znajomy mu głos, gdy jego powieki zamknęły się i zapadła ciemność...

*

- Jonghyun?! Jonghyun, wszystko w porządku? - Kim usłyszał zaniepokojony głos, gdy zaczął zaciskać kurczowo powieki i je poluźniać. Czuł się trochę tak, jakby dostał jakimś obuchem w głowę i przespał, przy okazji całą zimę. A była już wiosna... Do, tego nie rozumiał dlaczego, ale słyszał głos lidera. Przecież Jinkiego, wcale nie było u Hany, więc... Dlaczego go słyszał? - Budzi się, to dobrze. Cholera jasna, ile on spał? - ponownie usłyszał glos lidera, który tym razem był skierowany do kogoś innego, niż on. 
- Prawie dwanaście godzin.
- Kurwa... - jęknął lider tak oschle, że Kim chyba jednak nie chciał się wybudzać i wiedzieć poważnej twarzy Onew. Była ona wtedy tak straszna, że każdy bał się wtedy odezwać.
- Ummm... Moja głowa... - Jonghyun, mruknął, gdy udało mu się w końcu otworzyć powieki. Zamrugał kilkakrotnie i rozejrzał się, na tyle, na ile mógł. W pomieszczeniu było jasno, więc musiał być już kolejny dzień. Teraz, to już w ogóle nic mu nie pasowało. Mieszkanie Hany, nagle zamieniło się w dorm, a zwłaszcza salon w którym leżał, na skórzanej sofie. Do tego z kroplówką podłączoną do wenflonu, wczepionego do wierzchu jego dłoni.
Co do cholery?
Jego wzrok spoczął w końcu, na Lee. Ten siedział obok, na przysuniętym fotelu. Jego oczy był zaczerwienione i szkliste z lekkimi sińcami. Twarz zaś poszarzała, jakby nie spał całą noc, gdy wzdychał z ulgą.
Widocznie, był na tyle zaniepokojony, że wyczekiwał, aż ten się wybudzi.
Nagle obok niego znalazł się ich prywatny lekarz, który często ich leczył. W jego głowie zaczęły krążyć jego słowa, iż ten spał podobno prawie dwanaście godzin. To było możliwe? Co ta suka mu podała, że zapadł w taki sen?!

- Jinki? - szepnął, czując jak lekarz zaczyna dotykać jego nadgarstka, aby sprawdzić tętno. Chciał znać aktualną godzinę, ale nie był w stanine dojrzeć zegara, wiszącego na ścianie w salonie. - Dlaczego jestem tu, a nie...
- U Hany? - Kim pobladł, odwracając nagle wzrok, gdy lekarz zaczął świecić mu latarką po oczach. Następnie skrzywił się, doznając wręcz światłowstrętu, przymykając mocno powieki. Gdy nieprzyjemne uczucie minęło, powoli otworzył oczy, podnosząc się z jękiem, na łokciach. Po chwili jednak opadł, bez sił, na poduszkę, czując ucisk w skroniach.
- Dobrze podejrzewałem, że wstrzyknięto mu etorfinę, czyli środek usypiający, który stosowany jest, tylko w użytku weterynaryjnym.
- Co? Weterynaryjnym?
- Niestety tak. - lekarz westchnął, patrząc smutno, to na Onew, to na Jonghyuna. - Jonghyun, miałeś szczęście, bo to groźny lek dla człowieka. Jednak ktoś, kto zna się, na chemii i medycynie, potrafił dostosować odpowiednią dawkę leku dla człowieka. Czyli rozcieńczyć ją w taki sposób, że podana podskórnie, jedynie uśpiła cię, a nie zabiła... - gdy lekarz, to powiedział, obaj mężczyźni pobladli, po chwili patrząc, na siebie. Jonghyun, czuł się głupio widząc po poważny wzrok lidera. Był przejęty, ale i także karcący za jego głupotę. 
- Skąd ty... Skąd wiedziałeś, że jestem u Hany? - szepnął domyślając się, że Jinki, zapewne i tak już, o wszystkim wie. Jednak czuł niezmierną potrzebę dowiedzenia się, tego.
- Nie wiem, co tam u niej robiłeś, o tej porze... Chociaż nie, teraz już wiem. - odparł niezadowolony, podając Jonghyunowi, butelkę z wodą picia. - Było, to ogromnie nieodpowiedzialne z twojej strony.
- Tak, wiem...
- Skoro chciałeś udowodnić jej fałszywość, trzeba było przyjść z tym od razu do mnie.
- Do ciebie? Ale, przecież nie interesują cię takie sprawy, jak zdrada...
- Poczekaj Jonghyun. - szatyn uniósł swoją dłoń ku górze. - Problemy miłosne, to jedno. Jednak, gdy masz podejrzenia, że ktoś chce skrzywdzić któregoś z nas, masz z tym przyjść do mnie. Zrozumiałeś? Nie do żadnego Minho, Taemina, czy innych członków, bądź dziewczyn. Masz przyjść do mnie. - lider zaakcentował wszystko twardo. Zwłaszcza ostatnie zdanie, ani myśląc spuścić wzrok z podopiecznego. - I, na twoim miejscu podziękowałbym Oli, Marcie i Key za uratowanie twojej dupy. - Kim słysząc ostatnie imię, prawie wypluł, na szatyna wodę z ust. Ten uraczył go tęgim spojrzeniem, podając mu chusteczkę, aby otarł mokrą brodę, po tym, jak się opluł. Tymczasem lekarz zerkał, to na lidera, to na Kima, odbierając w końcu od niego butelkę.
- Jak, to Key? - zapytał, dławiąc się wodą, która zdążyła mu wpaść nie w tą dziurkę. - Przecież udałem się tam, tylko z dziewczynami i...
- Wiem. - Lee ścisnął nasadę nosa, wzdychając ciężko. - Byliście, na łączach i one nagrywały całą waszą rozmowę telefoniczną. Kibum, zaś przybył chwilę po was, pod blok Hany.
- Co?! Ale... Ale, jak to?! Dlaczego nic, o tym nie wiem? - Lee westchnął, na słowa podopiecznego i zerknął, na lekarza.
- Mogę zostać z nim chwilę sam, na sam?
- Pewnie, tylko go nie przemęczaj Jinki.
- Dobrze. - lider ukłonił się w podzięce za pomoc, uśmiechając się wdzięcznie. Gdy lekarz udał się do kuchni, szatyn ponownie zerknął, na piosenkarza. Jego wzrok ponownie był tęgi i pełny powagi. - Dziewczyny wiedząc od ciebie, że Kibum, miał być u Hany, tego samego dnia, dały mu cynk, aby się wrócił. Wytłumaczyły mu pokrótce, o co chodzi. A, gdy, ty byłeś już w środku, to Marta, wpuściła go do klatki i udała się, na piętro do Oli, każąc mu być cicho.
- Czyli on...
- Tak, wszystko słyszał.
- Kurwa! Ja pierdole! - Jonghyun, jęknął wściekle, uderzając wnętrzem ugiętych dłoni, o skronie, jakby miało mu, to pomóc wyzbyć się całej złości. 
- To nie tak miało być! - Kim tak bardzo nie chciał, aby Kibum, dowiedział się, o wszystkim w taki sposób! - On... Bardzo jest zły?
- Dojdziemy do tego. - Jinki, westchnął i Kim już wiedział, że jest gorzej, niż źle.
- Ogólnie, to Kibum, z
adzwonił szybko po policję, a następnie po mnie, gdy Hana, zamknęła drzwi, po tym, jak ci je wcześniej otworzyła.
- A... Co było dalej?
- Też zaraz do tego dojdziemy. - tym razem Jinki, zaśmiał się w głębi duszy ciesząc się, że nic złego się nie wydarzyło. - Pamiętasz kto był tam jeszcze, prócz Hany, gdy zamknęła drzwi i wstrzyknęła ci substancję usypiającą?
- Ja.... Widziałem, tylko zarys sylwetki, słysząc głos...
- Poznałeś ten głos? - Jinki, wypytywał dalej. Brunet widząc jego minę, już wiedział, iż ten wie, kto tam jeszcze był. Jednak chciał, aby Jonghyun, sam wypowiedział, to imię.
- To była Minju, prawda?
-  Zgadłeś. - Jinki, podał ponownie Jonghyunowi, wodę gdy jego usta nieco wyschły. Poczekał, aż ten się napije, a gdy już to zrobił, odstawił butelkę, na stolik kawowy.
- Wiesz czemu to zrobiły?
- Chciały cię skłócić z Kibumem i zrobić mu, na złość. Z tego co wiem, drugi pokój był przygotowany, na to, aby zrobić tobie i Hanie, niestosowne zdjęcia. Chciały je później pokazać Key i nam, aby wszystkich skłócić. - Jonghyun, słysząc to, zaczął otwierać i zamykać swoje usta, jakby chcąc coś powiedzieć. Jednak zrezygnował z tego pomysłu. - I cóż, wracając do tego, że dostałeś ode mnie zjeby, to żebyś nie czuł się gorszy, to Marta, Ola i Kibum, także je ode mnie dostali.
- Co?! Ale, jak to?!
- Cóż, za to, że chyba pomylili film akcji z prawdziwym życiem. Zwłaszcza Marta...
- Czuję, że to będzie mocne...
- Yhym... - Jinki, uśmiechnął się tajemniczo. - Gdy w słuchawce słyszeli, jak bełkoczesz, a później głos Minju, wparowali do mieszkania dzięki temu, że Kibum, znał kod do domu.
- Naprawdę?
- Yhym. Zrobili, to z takim rozmachem, że wbiegająca tam, jako pierwsza Marta, tak mocno pchnęła drzwiami, że Hana, dostała nimi w skroń. - Jinki, starał się być poważny, jednak czuł pewnego rodzaju satysfakcję, że karma szybko ją dopadła.
- O kurwa, ale Marta, chyba jej nie zabiła, co?! - Jonghyun, spytał spanikowany. Patrzył, przy tym załamanym wzrokiem, na lidera, bowiem tylko tego brakowało, aby Marta, wylądowała w więzieniu.
- Spokojnie, nikogo nie zabiła. - tym razem Jinki, już prychnął rozbawiony. - Hana... Po uderzeniu straciła po prostu przytomność. Dostając z drzwi od Marty, poleciała na ścianę i zemdlała. Zaraz za nią i tak wszedł Kibum i Ola, dopadając zszokowaną Minju, która chciała uciec. Jakoś udało im się, ją obezwładnić, nim po chwili pojawiła się policja, i cóż... Ola, Marta i Kibum, bardziej, niż Haną, byli zmartwieni twoim stanem. - dodał, pocierając zaspane oczy. Następnie zaczął ziewać, próbując to zamaskować dłonią, przyłożoną do ust.
Jonghyun, poczuł ogromne wyrzuty sumienia, że dał się tak nabrać. Owszem, może i był w jakiś sposób ostrożny, ale jak widać Hana i tak go zaskoczyła. Dobrze, że dziewczyny też tam były i bez jego wiedzy wezwały zawczasu Kibuma. Na pewno, było to dla nich dodatkowe wsparcie, mimo iż wszystko wyszło, na jaw szybciej, niż planował...
- Przepraszam i dziękuje... - wychrypiał ze spuszczoną głową.

- W sumie, to nie mi powinieneś podziękować, tylko Kibumowi i dziewczynom, ale to już wiesz. - Jinki, popatrzył z powagą, na Jonghyuna.
- Jednak jeśli chodzi, o Kibuma, to myślę, że wasza przyjaźń, została nieco nadszarpnięta. - słowa Jinkiego, załamały bruneta. Jak, tylko wspomniał, że Kibum, też znalazł się, na miejscu, już wiedział, że ich przyjaźń, została wystawiona, na próbę. 
Przerażało go to i to bardzo. Chciał, jak najszybciej porozmawiać z przyjacielem, którego nigdzie nie dostrzegał w swoim polu widzenia. Dziewczyn także nie było, jak i Minho, czy Taemina. Był, tylko on, Jinki i lekarz, który także musiał mieć nieprzespaną noc, czuwając samemu, nad nim, lub z Lee.
Nagle Jonghyun, dojrzał zegar i godzinę. Dochodziła ósma, więc albo reszta jeszcze spała, albo była poza domem. Jednak jego myśli najbardziej krążyły dookoła blondyna. Bał się i czuł, jak wręcz zaczyna cały dygotać, na ciele. Wiedział, jaki Kibum, jest emocjonalny, więc miał świadomość, iż Jinki, miał rację. Jednak czuł, że słowo ,,nadszarpnięta'', to dość łagodne określenie i było gorzej...
Jonghyun, być może i był idiotą i winny temu, co się wydarzyło, idąc do Hany. Zwalał całą winę, na siebie, niż także, na dziewczyny. Był im wdzięczny, bo były jedynymi, które uwierzyły mu w fałszywość Hany i próbowały pomóc, idąc z nim w paszcze lwa.
- Gdzie... Gdzie on w ogóle jest? I dziewczyny?
- Cóż, dziewczyny odespały i pojechały niedawno do cukierni, bo wraz z Kibumem, wróciły bardzo późno z komisariatu. Chyba dopiero około drugiej w nocy.
- Co?! Byli, na policji i wrócili, o drugiej w nocy?!
- Tak... Cholera Jonghyun, naprawdę musisz za mną wszystko powtarzać?
- Wybacz...
- A, więc... Zostali oni zatrzymani w charakterze świadków, bo to co zrobiła Hana i Minju, podlega pod popełnienie zbrodni. Wasza nagrana rozmowa, jest aktualnie bardzo silnym dowodem w sprawie, więc Hana i Minju, mogą dostać mocny wyrok. Razem z osobą, która dała im etorfinę. Chociaż myślę, że Minju, dostanie najwyższy wyrok, przez fakt, że miała już sprawę związaną z naszą agencją. Pamiętasz, na pewno tą sprawę z tego przyjęcia, gdzie próbowała wmówić nam, że Marta, spała z Gongchanem.
- I bardzo kurwa dobrze! Mogły nie wpierdalać się ponownie do naszego życia i nie knuć...
- W sumie, co do Marty, to przez to, iż zajebała tymi drzwiami w Hanę... - Jinki, zamilkł, zaciskając mocno usta, bowiem miał ochotę parsknąć śmiechem. Tak, stanowczo był nieczuły, jeśli chodziło, o tą oszustkę. - Ekhem... To musiała się też tłumaczyć w kontekście napaści, a przez to ponownie Ola i Key, w charakterze świadków. - 
Jinki, westchnął ciężko, patrząc w zszokowane i smutne oczy Jonghyuna. 
- Kurwa... - Jong, wtrącił się, przeczesując lewą dłonią, już i tak roztrzepane włosy. Z tą z wenflonem wolał uważać. - I co się stało? Błagam powiedz, że nie ma problemów.
- Nie ma. Na szczęście została uniewinniona, gdy wyjaśniła, że nie miała pojęcia, że Hana, jest tuż za drzwiami, a bardzo martwiła się, o ciebie. Ola i Kibum, powiedzieli to samo, co ją mocno wybroniło. Także... Nie wiem, czy to jej urok, ale ostatnio ma szczęście do wymigiwania się od kłopotów. - Lee zaśmiał się, ciesząc się, że cała ta chora sytuacja, nie zakończyła się pobytem w więzieniu.
- A... Kibum? Też nadal śpi? Pewnie jest bardziej, niż wściekły za to, co mu zrobiłem. - brunet zapytał niepewnie, powoli podnosząc się do siadu. Nadal cały drżał, oddychając nierównomiernie. Im więcej się dowiadywał, tym dopadał go większy stres. Nim jednak dostał odpowiedź, wpatrywał się w Onew, który znacząco spojrzał, na lekarza. To nie był dla niego dobry znak, gdy z uwagą obserwował zbliżającego się mężczyznę. Ten wycisnął jakieś pastylki z blistra, podając mu je i wodę do picia. - Co to?
- Na uspokojenie.
- Po co?
- Weź, bo jesteś cały roztrzęsiony.
- Nie wezmę tego...
- Jonghyun. - lider burknął tak poważnie, że zapewne w najbliższej pogodzie, poinformują, o pierwszej burzy w kwietniu. - Weź, bo zaraz zastosuję, na tobie moje ttakbam, a wtedy do całego osłabienia, dojdzie ci wstrząs mózgu. - ostrzegł, wykręcając do tyłu środkowy palec, przez co Kim, aż się cofnął.
- Lee Jinki, bo zaraz cię wyproszę. On musi odpoczywać... - zganił lidera lekarz, kręcąc z niedowierzaniem głową. - A ty Jonghyun, musisz to wziąć. Nagłe skoki ciśnienia i stres, nie są mile widziane, przy twoim aktualnym samopoczuciu. - Kim, popatrzył wpierw, na mężczyznę, a następnie, na Jinkiego, ponaglającego go wzrokiem. Przekręcił oczyma i grzecznie przyjął leki, katując się myślami, o co chodzi z Kibumem?
- Dobrze, jeśli siedzisz wygodnie, to złap się dodatkowo za oparcie i staraj się nie stresować.
- Kurwa Jinki! Mów w końcu, o co biega, bo stresujesz mnie już takim gadaniem!
- Cóż... Gdy dziewczyny wróciły z Kibumem, był strasznie wkurwiony. Nie chciał z nikim rozmawiać. Zwłaszcza z Minho i Taeminem, bo dowiedział się, że nie uwierzyli dziewczynom, gdy mówiły, że Hana, coś knuje. Kazał im wręcz wypierdalać do pokojów, winiąc ich za to, co się wydarzyło. - Jonghyun, był w takim szoku, na to co słyszał, że aż zakrył rozchylone usta dłonią. Kibum, nie był z reguły takiego typu człowiekiem, ale jak widać, cała sytuacja obudziła w nim jakiegoś demona.
- Tak, wiem. Trudno w to uwierzyć. - Jinki, westchnął. - Kibum, uważał, że gdyby posłuchali dziewczyn, może inaczej wszystko by się rozegrało? A ty za to, nie leżałbyś nieprzytomny. Także skoro nie wybudziło cię darcie mordy, przez Key, to możesz sobie wyobrazić, jak mocny środek nasenny wstrzyknęła ci Hana.
- Ja pierdole... - Jong, jęknął łapiąc się za głowę. - Ogólnie, to j
ak zareagował Taemin i Minho, gdy okazało się, że mówiliśmy z dziewczynami prawdę? Nagle poczuli się okropnie?
- Tak i chyba z milion razy przepraszali dziewczyny, że zamiast im pomóc, jak i tobie, po prostu wam nie uwierzyli. Kazałem im też przeprosić ciebie, gdy dojdziesz do siebie. Także jeśli mam im skopać dupę, albo użyć ttakbam, za brak okazania przyjacielskiej pomocy, to wal śmiało. Chętnie zostawię jednemu i drugiemu czerwony ślad, na czole, moim środkowym palcem. - Jinki, zaczął strzelać palcami, aby je rozciągnąć. Następnie z pomocą powietrza, zademonstrował Kim, jak uderza Minho, lub Taemina, palcem. To rozbawiło go i ich lekarza.
- Rozważę tą jakże kuszącą propozycję, ale mów, co było dalej. - Jonghyun uśmiechnął się cwano, upijając łyk wody.
- Cóż, w końcu reszta poszła spać, bo dziewczyny musiały rano wstać. Właśnie niedawno pojechały otworzyć cukiernię, ale to już wspomniałem. Obiecały przyjechać wieczorem po pracy, aby cię odwiedzić. Ale wracając do kolejnej ważnej kwestii... Gdy kręciłem się w nocy, obserwując cię, na przemian z lekarzem, okazało się, że Kibum, zamiast iść od razu spać, postanowił zrobić coś innego. - Lee zamilkł, nie wiedząc, czy to dobry pomysł, aby oznajmić Jonghyunowi, że tamten nagle zmienił kolor włosów.
- Co takiego postanowił zrobić? Onew! Weź się w garść i mów!
- Gdy myślałem, że także poszedł spać, pojawił się ponownie, na dole ponad godzinę później. Gdy wracał w stronę schodów z wodą, miał podpuchnięte oczy od płaczu i... Przefarbowane, na czarno włosy... - Jinki, westchnął z powagą, samemu w to niedowierzając.
Jonghyun, zamarł słysząc, to wszystko. Jeśli Kibum, farbował włosy, bez wcześniejszego ustalenia, tego ze stylistą, to było z nim gorzej, niż źle.
- Co?! Gdzie on jest?! U siebie?
- Niestety, gdzieś pojechał. - wtrącił nagle lekarz. - Gdy Jinki, był w łazience, a ja w kuchni robiąc sobie kolejną kawę, on przemknął szybko do samochodu. Zdążyłem usłyszeć, tylko ryk silnika, a gdy szybko podwinąłem rolety, aby wyjrzeć, przez okno w kuchni, ten już odjeżdżał...
- Cholera jasna! Trzeba do niego zadzwonić i zapytać, gdzie jest?! 
- gdy Kim próbował wstać, mężczyźni uniemożliwili mu to. - Zostawcie mnie! Jadę go szukać! - burknął, wyciągając z dłoni wenflon. Syknął z bólu, odrzucając go gdzieś w bok i ponowił próbę wstania. Będąc osłabionym, czy nie, musiał znaleźć Kibuma.
- Kurwa Jonghyun! Uspokój się i zostań! - Jinki, uziemił mężczyznę za barki, gdy udało mu się go usadzić z powrotem, na sofie. - Nie wiesz dokładnie, gdzie on jest. Może być wszędzie! Mógł udać się do dziewczyn, lub być w innych ulubionych miejscach i sklepach. To nie Taemin, co ma ulubioną miejscówkę od dziecka i tam zawsze ucieka, gdy sobie z czymś nie radzi! - Lee podnosił już głos, bowiem miał już wszystkiego dosyć. Dodatkowo nieprzespana noc, dawała mu się we znaki. - To raz, a dwa, na pewno nie będzie odbierał od ciebie telefonów. Także jeśli przyjdzie ci myśl zadzwonienie do niego, to nie oczekuj, że odbierze, bo ode mnie też tego nie robi! 
- W takim razie zabij mnie teraz, zanim zrobi, to Key, gdy postanowi wrócić... - Kim, jęknął zły, chowając twarz w poduszce.
- Raczej wątpię, aby chciał cię od razu zabić. - Lee zerknął w stronę lekarza, który z uwagą słuchał ich rozmowy. - Panie Kim? Czy mógłby pan zakryć, na chwilę uszy, albo zostawić znowu samych? - lekarz skinął głową i odsunął się, na tyle bezpieczną odległość, aby w razie co, mógł zainterweniować. Lee zaś w tym czasie, pochylił się bardziej ku Jonghyunowi, uśmiechając się szyderczo. - Stawiam raczej, na to, że zacząłby od poćwiartowania twojego fiuta i...
- Yah! Już nie rób z Kibuma, takiego sadysty! Kurczaku jeden!
- Dobrze, już dobrze. - zaśmiał się wrednie i poklepał koc w miejscu, gdzie Kim miał nogi. - To nie tak, że się, o niego nie martwię. Także, przez niego nie mogłem zmrużyć oka. Musimy jednak obdarzyć go zaufaniem, że nie zrobi niczego głupiego.
- Masz rację. Wspomniałeś, że miał zaczerwienione oczy i...
- Tak Jonghyun... Kibum, na pewno bardzo przeżył, to co się wydarzyło. Jakby nie patrzył, zawiódł go najlepszy przyjaciel i dziewczyna w której widział potencjał, na kogoś więcej w swoim życiu.
- Ale jestem głupi. - Kim jęknął, pocierając zmęczoną twarz dłońmi.
- Przestań. Gdyby nie ty i dziewczyny, wszystko mogło zakończyć się gorzej. Myślę, że Kibum, musi wszystko przetrawić i dojść do wniosku, że nie chciałeś źle. Może poza tym faktem, że przeleciałeś jego laskę, na imprezie.
- Kurwa Jinki! Ona sama wjebała mi się do łóżka! Ja byłem pijany i...
- Dobra, wystarczy. To nie mi musisz się z tego wytłumaczyć... - Lee westchnął, kręcąc z niedowierzaniem głową.
- Masz rację... - Kim zamilkł, na chwilę. - Menadżer też już pewnie wie, o wszystkim?
- Oczywiście. Musiałem go, o wszystkim poinformować, więc załatwi wszystko tak, aby nic nie przeciekło do prasy.
- To dobrze. Jeszcze, tego by brakowało, abym wraz z dziewczynami, widniał w porannych informacjach. - westchnął i spojrzał w stronę ramek ze zdjęciami, na których był z chłopakami z zespołu.


*

Ola, żartowała sobie z Martą, Gongchanem i dziadkiem, który postanowił ich kolejny raz odwiedzić, po swoim służbowym wyjeździe. Jak się okazało pan Woonsik, trzyma się rewelacyjnie i kolejny raz ma w planach zabranie swojego wnuka, na jakiś wyjazd. Jego przybycie idealnie trafiło w czas, ponieważ mogły chociaż, na chwilę oderwać się od wydarzeń dnia poprzedniego. I rzecz jasna pobytu w komisariacie, do późnej nocy... Niezmiernie cieszyły się, że Minju, jak i Hanie, groziły poważne konsekwencje, a Marcie, udało się wymigać. Cóż mogła zrobić, na to, że miała porywczy charakter, gdy chodziło, o zdrowie przyjaciół? A tutaj chodziło, o zdrowie ich przyjaciela, jak i sławnego członka zespołu!
Ola i Marta, zerknęły, na siebie z nieco pokrążonymi i zaczerwienionymi oczyma. Prawie sześciogodzinny sen, po takich rewelacjach, to było za mało. Po Marcie, już w ogóle było widać, że swój strach, o Jonghyuna, ukrywa pod powłoką żartów i śmiechów. Zawsze tak reagowała w stresowych sytuacjach, chociaż bywało też tak, że była także i nerwowa. Jednak nie mogła taka być w danym momencie, bo mężczyźni od razu zauważyliby, że coś jest nie tak.
Ola, zaś umiała panować nad emocjami. I mimo, iż wewnątrz także cała chodziła od strachu, o Jonghyuna, to na zewnątrz, była oazą spokoju. Widok śpiącego Kima, na sofie i czuwającego nad nim Jinkiego i lekarza Kim, było dla niej i Marty, czymś wstrząsającym. Obie miały zamiar w wolnej chwili skontaktować się z Jinkim, aby podpytać, jak się czuje Jong? Miały nadzieję, że substancja, którą wstrzyknęła mu Hana, nie była niebezpieczna. Jeszcze tego, by brakowało, aby mu się coś stało. Dziewczyny nikomu nie życzyły źle, ale akurat tym siksom, czyli Hanie i Minju, życzyły zgnicia w więzieniu, na kilka lat. I najlepiej doświadczenia karmy za to, co odwaliły...
Marta i Ola, słysząc śmiech dziadka, zerknęły w jego stronę. Na ich ustach pojawiły się uśmiechy, gdy beształ za coś Gongchana. To był ich rytuał, gdy ten zjawiał się w cukierni. Za każdym razem cieszyły się, gdy ich odwiedzał, wniebowzięty tym, jakie życie tchnęła Ola i Gongchan w tą cukiernię.
Najlepszym było to, że odkąd usunął się z życia cukierni, to do dziś nie dowiedziały się, czym teraz się zajmuje? Wiedziały, tylko że znalazł sobie taką pracę, przez którą ma ciągłe wyjazdy. Nawet nie raz zabiera, na nie swojego wnuka, gdy ten tylko ma możliwość, urwać się, na kilka dni. Ani dziadek, ani Gongchan, nie chcieli im niczego wyjawiać, co frustrowało dziewczyny. Zwłaszcza Ola, lubiła męczyć No pytaniami, o te wyjazdy i tajemnice, jakie skrywał z dziadkiem. A może... Pan Woonsik, był jakimś mafiozo, który w ciemnych zaułkach i głośnych klubach rozwiązywał sprawy z innymi gangami? A może kręcił, jakiś rodzinny biznes, który potem pragnie ofiarować, po swojej śmierci wnukowi? A któż, to wie? Dziadek, mimo swoich lat, był naprawdę sprytny i nieprzewidywalny.
Nagle komórka Marty, rozdzwoniła się. Przeprosiła wszystkich i spojrzała, na wyświetlacz. Widząc nazwę ,,Kibum'' bowiem ,,Kibum Seksowny Dupek", już dawno zmieniła, czym prędzej udała się, na górę, aby odebrać.
Marta, wiedziała, że Kibum, także bardzo przeżył całą sytuację związaną z Haną i Jonghyunem. Zwłaszcza, że także widział nieprzytomnego bruneta, leżącego w salonie, przy asyście Jinkiego i lekarza. I cóż, nim poszli spać, kazała mu dzwonić, jeśli ten poczuje się gorzej i będzie chciał porozmawiać, gdy ona będzie w pracy. Jako jego przyjaciółka, pragnęła wspierać go, nawet jeśli czuł do niej i Oli, lekką urazę, że o niczym mu wcześniej nie powiedziały. Jednak starał się je zrozumieć, mając świadomość, że skoro Minho i Taemin, im nie uwierzyli, będąc ich chłopakami, to co dopiero on?


- Halo? Kibum?! Co jest?! - odebrała z lekką paniką, gnieżdżąc się, na wygodnej, czerwonej sofie.
- Hej, jesteś może w domu? - usłyszała przybity głos Kibuma, co ją zaniepokoiło. Jakby, tego było mało w oddali dało się słyszeć pojazdy i inne dźwięki zewnętrzne. A, to oznaczało, że blondyn wymknął się z domu. A przecież mówiła mu, aby tego nie robił!
- Jestem i aktualnie pracuję, a ty, gdzie jesteś? Bo odnoszę wrażenie, po dźwiękach, że nie w domu.
- Tak, nie ma mnie tam.
- Dlaczego?! Kibum, cholera jasna, musisz być także, pod opieką lekarza!
- Wiem, ale... Musiałem się urwać. Wszystko mnie tam przytłaczało.
- Oh Kibum... - Marta, jęknęła smutno, czując wzbierające się w oczach łzy. Cała ich trójka, czyli ona, Ola i Jonghyun, nie chcieli dopuścić do takiego stanu w jakim Key aktualnie się znajdował.
- Czy... Mimo, iż pracujesz, to na pewno ci nie przeszkadzam?
- Oczywiście, że nie! Mówiłam ci z Olą, że jak coś, masz dzwonić, prawda?
- Racja... - Key westchnął przeciągle, po drugiej stronie słuchawki.
- A, gdzie teraz jesteś?
- Wiem, że zapewne proszę, o wiele, ale... - nastała chwilowa cisza, co powodowało rosnący stres u dziewczyny. Nie rozumiała, dlaczego ten nie chce powiedzieć jej, gdzie się znajduje?!
- Halo? Jesteś tam? Gdzie jesteś Kibum?!
- Tak, jestem... I, siedzę w aucie pod cukiernią. - ponownie westchnął.
- Co?! Ale, jak to?!
- Możesz się dziś urwać szybciej? Dla mnie? - nastała chwila ciszy, dzięki której Marta, dosłyszała łamiący się głos Kim. - Proszę... - dodał drżącym głosem i zaciągnął nosem. Płakał. Kim Kibum, płakał...
- Tak, tak, oczywiście! Daj mi chwilę dobrze?
- Ok, to czekam.

Gdy Kibum, się rozłączył, brunetka szybko zdjęła z siebie różowy fartuszek wiązany, przez biodra z odcieniem niebieskiego. Następnie weszła do pokoju, rzuciła fartuch, na posłanie i przebrała się szybko, przy okazji zaliczając łazienkę. Kiedy schodziła ze schodków, dziadek, Gongchan i Ola, skierowali, na nią pytający wzrok. Ola, jakby przeczuwała, że coś się dzieje, podeszła bliżej przyjaciółki.
- Coś się stało? - zapytała, patrząc wyczekująco, na Martę. Ta zerknęła w stronę pytających min mężczyzn, a następnie ponownie, na przyjaciółkę. Odsunęła się z nią na bok, aby wytłumaczyć wszystko. 
- Dzwonił do mnie Kibum i aktualnie czeka, na mnie pod cukiernią w aucie.
- Co?! Wszystko z nim ok? - obie zerknęły w stronę okna z którego było widać kawałek białego samochodu marki Kia.
- Skoro tu jest, to zapewne nie. Gdy ze mną rozmawiał, drżał mu głos, więc... Jest w rozsypce. - Marta, patrzyła smutno w równie smutne oczy Oli. - Nie będziesz zła, że was dziś tutaj zostawię? Nie mogę go zostawić samego, gdy jest taki zraniony. On mnie potrzebuje. - w oczach Marty, pojawiły się łzy.
- Wszystko gra? - zapytał nagle Gongchan, pojawiając się tuż obok z zaniepokojoną miną.
- Tak, to znaczy... Nie. Chodzi, o Kibuma. Aktualnie czeka, na mnie w samochodzie, obok cukierni i muszę pilnie wyjść. - gdy Marta, to powiedziała, brunet automatycznie zerknął w stronę okna. Widząc samochód, przeniósł wzrok, na przejętą Martę.
- Coś z nim nie tak? Co się dzieje? Jesteś cała roztrzęsiona. - dopytywał, dotykając drżącego ramienia brunetki. W jej oczach pojawiły się łzy, bowiem czuła się pewnego rodzaju winna tego, o czym dowiedział się Key.
- Przepraszam Gongchan, ale to Ola, wszystko wytłumaczy ci, na osobności. Tak, jak i to, dlaczego obie wyglądamy dziś, jak gówno. - Marta, zerknęła w ciemne oczy No, pełne troski i niepokoju. Następnie w te zielone, również nieco zaszklone. - Tylko dziadek nie może, o niczym wiedzieć. Po prostu powiedzcie, że musiałam pilnie jechać do swojej pracy.

- Ok, rozumiem. Nic mu nie powiem. - westchnął, przeczesując swoje włosy.
- Wszystko gra dzieciaki? - zawołał dziadek. No zerknął w jego stronę i uśmiechając się, uniósł kciuk w górę, że wszystko jest ok. 
Jeśli dziewczyny nie chciały, aby o czymś wiedział, to zamierzał milczeć i nie stwarzać niepotrzebnych pozorów.
- Nic się nie dzieje dziadku. Marta, musi po prostu pilnie wyjść. Zaraz ci wszystko wyjaśnimy. - dodał z uśmiechem, a gdy odwrócił twarz w stronę Marty i Oli, westchnął ciężko. - Właśnie się zastanawiałem, czy tak ostro zabalowałyście dziś, że macie takie przekrwione oczy, czy coś się wydarzyło? Jednak obie wróciłyście do domu z samego rana. - skrzyżował ręce, na piersi, mówiąc z powagą, na twarzy, ale i troską w głosie.
- Wczorajszy dzień, był ciężki. - Marta, westchnęła i zerknęła w stronę okna. Nie mogła pozwolić, aby Kibum, siedział dłużej w aucie. Jeszcze, tego by brakowało, że ktoś by go rozpoznał, niezależnie, czy miał maseczkę, czy nie... - Ok, uciekam. Oczywiście obiecuję, że nadrobię te godziny! Obiecałam, że pomogę, a tymczasem muszę pilnie wyjść.
- Nic nie nadrobisz, bo i tak nam wiele pomagasz, więc idź. - Ola, uśmiechnęła się z troską, na co Gongchan, przytaknął jej głową. - Skoro Kibum, specjalnie przyjechał tu, bo potrzebuje twojego towarzystwa, to jak najbardziej powinnaś poświecić mu swój czas. Także idź już, bo wiesz, jak Key nie lubi długo czekać. - Ola, pogoniła przyjaciółkę, a gdy ta wychodziła, dało się słyszeć dźwięk cichego dzwoneczka, wiszącego przy drzwiach.
Marta, stojąc przed drzwiami, zaczęła się rozglądać dookoła. Ze względu, na małe zamieszanie, związane z byciem w związkach dwóch członków zespołu, musiała być ostrożna. Nie chciała robić im dodatkowych kłopotów.
Łapiąc kontakt wzrokowy z Kibumem w maseczce i czapce z daszkiem, wzięła głęboki wdech. Szybko podbiegła do samochodu i wsiadła do niego, nawet nie zauważając, że spod czapki Key, wyłaniają się czarne włosy, a nie blond.
- Hej Kibum, wybacz, że tyle czekałeś, ale może lepiej odjedźmy stąd, nim ktoś cię rozpozna? Zbyt długo czekałeś w tym samochodzie, aby jakiś przechodzień, lub klient cukierni, nie nabrał podejrzeń. - Marta, zaczęła walczyć z zapięciem pasów, nawet nie patrząc, na mężczyznę. Ten zaś, przypatrywał się jej uważnie, nawet nie odpalając jeszcze silnika w aucie.
- Key, dlaczego nie ru... - Marta, zamarła, gdy uniosła w końcu swój wzrok. Wpierw myślała, że jej się coś przewidziało i patrzy, na perukę. Ale po chwili zorientowała się, że patrzy, na prawdziwe włosy, gdy Kibum, zdjął czapkę, aby je poprawić. W ogóle nie przejmował się tym, że ma, na twarzy, tylko maseczkę i ktoś może go i tak rozpoznać...
Włosy blond Kibuma, które widziała jeszcze dzisiaj, o drugiej w nocy, aktualnie były kruczoczarne. Kim stanowczo wyglądał teraz poważniej i nieco wrednie, na pierwszy rzut oka, mimo szklistych oczu. Oczywiście ku jej nieszczęściu, w tym kolorze był przystojniejszy.
- O cholera Kibum, twoje włosy... - zaskoczona Marta, zakryła nos i usta dłońmi, niedowierzając w to, co widzi. Jej serce biło nagle tak niemiłosiernie szybko i boleśnie, że zastanawiała się, czy czasem nie padnie tu zaraz, na zawał?! A może, była to wina tej mocnej kawy, którą wypiła z ekspresu? W sumie też była wyjątkowo czarna i słodka... Jak ten koleś, siedzący za kierownicą i nie robiący sobie nic z faktu, że cóż... Przemalował sobie włosy. - Kiedy, ty to zrobiłeś? Rano?!
- Nie. Zrobiłem, to jakoś, o trzeciej w nocy, bo nie mogłem spać i potrzebowałem zmiany. - Key powiedział, to w tak bezwiedny sposób, jakby mówił jej, o jutrzejszej pogodzie. W sumie jego wzrok, też taki był, gdy zerknął, gdzieś w bok, a następnie ponownie, na Martę.
- Co?! Zmiany?! - Marta, jęknęła żałośnie, będąc w dalszym ciągu w szoku. - O ja pierdole, siedzę w aucie z psycholem... - szepnęła bardziej do siebie, zakrywając sobie twarz dłońmi. Po chwili zreflektowała się, że także nie ma maseczki i pośpiesznie zaczęła ją zakładać, gdy Kim, prychnął niezadowolony. Wszystko usłyszał...
- Słyszałem to, wiesz? I być może jestem psycholem i do tego naiwniakiem. - prychnął zły, a jego oczy zaszkliły się. Marta, dopiero teraz zauważyła, że miał je tak samo zaczerwienione, co ona. Niedowierzała, jak mógł tak, o sobie mówić?! Każdy kiedyś przejechał się, na osobie zaufanej... - Ale do tego przejdziemy później. Powiedz mi lepiej, czy podoba ci się ten kolor? Bo mi chyba bardziej, niż ten blond. - westchnął, zakrywając twarz maseczką. Następnie chwycił drobną dłoń Marty, aby przejechać po ciemnej strukturze swoich włosów.
- Cóż... Mi zawsze bardzo podobają się ciemne włosy i uważam, że do twarzy ci w takim, jednak wyglądasz... Inaczej.
- Inaczej? Czyli jednak nie podoba ci się do końca.
- To nie tak! Bardzo mi się podoba! Jest naprawdę w porządku Key! - Marta, mówiła dość podniesionym głosem, gestykulując, przy tym rękoma. - Tylko po prostu nie mogę się przyzwyczaić, bo nigdy nie widziałam cię w realu w ciemniejszym odcieniu, niż blond. Tylko, na zdjęciach, a wiadomo te są często retuszowane.
- Masz rację... - Key westchnął i spojrzał, przed siebie. Zacisnął mocno dłonie, na kierownicy i spuścił wzrok. Po chwili jednak go podniósł, a wtedy Marta, dojrzała łzy w jego oczach. Serce zakuło ją boleśnie, bowiem mogła, tylko podejrzewać, jak ten mocno cierpi.
- Key? Co się dzieje? - zapytała spokojnie, dotykając jego ramienia. Nie uzyskała jednak odpowiedzi. Kim, po prostu włączył silnik i ruszył autem w milczeniu. Marta, próbowała podjąć jakąkolwiek rozmowę, ale na marne. Raper milczał, jakby utracił nagle mowę. - Kibum, dlaczego wyjeżdżamy z Seulu? Czy ja... Dobrze się orientuję, że jedziemy do Incheon? - zapytała zaskoczona, gdy wjechali, na most, który łączył ze sobą oba miasta.
- Tak, ale błagam... Nie drąż, gdzie, co i jak, jasne? Jeśli cię, to nieco uspokoi, to zostało nam jeszcze z jakieś czterdzieści minut drogi.
- Słucham?! - Marta, pobladła. Była w ogromnym szoku, że Kibum, aby z nią porozmawiać, wywozi ją, aż do Incheon! Przecież, to było z sześćdziesiąt kilometrów od Seulu! - Liczę, na to, że to nie będzie lotnisko, bo chcesz mnie porwać. - zaczęła mówić, pół żartem, pól serio. - Wiesz, tak dla twojej świadomości, to nie mam ze sobą paszportu. - dodała, na co Kibum, prychnął i uśmiechnął się tajemniczo.
- Masz wyobraźnie. - zerknął na nią niby z uśmiechem, ale tak smutnymi oczyma, że Marta, miała ochotę, go przytulić. Nie mogła jednak tego teraz zrobić, bo to groziłoby wypadkiem. A życie jeszcze było jej miłe. - Po prostu mi zaufaj i nie drąż, ok? - odparł i między nimi ponownie zapanowała cisza. Marta, skinęła głową i z duszą, na ramieniu, rozsiadła się wygodniej w skórzanym fotelu. Nie lubiła takich akcji i tajemnic, ale czego nie robi się dla przyjaciół? Zwłaszcza dla tych bardzo smutnych i przygnębionych. Bardzo dobrze znała powód, dla którego Kibum, chciał się z nią spotkać. Ale, żeby od razu wywozić ją do Incheon? Po jaką cholerę?! Musiała mu zaufać, tak jak ją, o to poprosił. Chciała, aby sam zaczął temat Hany i Jonghyuna.
- Kibum? Może ja poprowadzę? Strasznie zbladłeś. - zapytała w pewnym momencie zaniepokojona, gdy dojrzała, że jego twarz zrobiła się bledsza. Do tego, jego broda i warga, zaczęły drgać, a oczy zrobiły się szkliste, co zwiastowało rozpacz.
- Dam radę. Zaraz będziemy, na miejscu. - skwitował, mrugając powiekami i przecierając palcami prawej dłoni mokre oczy, aby polepszyć widoczność.
Marta, westchnęła ciężko, mając nadzieję, że dojadą w całym kawałku do miejsca zaplanowanego, przez Key. Przez chwilę przyglądała mu się z troską. Następnie zaczęła przyglądać się budynkom i ulicom, praktycznie niewyróżniającym się od tych w Seulu. Te jednak zaczęły coraz, to bardziej znikać, więc musieli jechać, na obrzeża. Nawet w pewnym momencie minęli lotnisko. Cała ta wycieczka robiła się coraz, to dziwniejsza.
W pewnym momencie Marta, dojrzała w oddali morze. Rozchyliła w niemym szoku usta, zsuwając z nosa maseczkę. Zerknęła, w stronę Kim, który w skupieniu pokonywał dalszą trasę. W końcu zatrzymał pojazd, na jakimś parkingu, naprzeciwko plaży. Warkot silnika ucichł, gdy dziewczyna, rozglądała się dookoła, nie dostrzegając, ani żywej duszy. No dobra, może jeden mężczyzna spacerował chodnikiem niedaleko plaży z jakimś pudlem.

- Key? Powiesz mi w końcu, dlaczego tutaj przyjechaliśmy? - Marta, zapytała niepewnie, wpatrując się w Kibuma, który siedział w milczeniu ze spuszczoną głową. Ten zsunął maseczkę, zaciskając ją mocno w dłoni. - Kibum? Co jest? - Marta, dotknęła jego ramienia, na co ten podniósł głowę. - Chodzi, o tą sytuację z Haną i Jonghyunem, prawda? - brunet, na te słowa przymknął powieki i rozchylił lekko spierzchnięte usta. W końcu spojrzał, na Martę i westchnął zrezygnowany, a po jego policzku spłynęła łza.
- H-Hana... - zaczął łamiącym się głosem. - Nadal nie mogę uwierzyć w to, że przez cały czas mnie okłamywała! Zdradziła z Jonghyunem i on sam też, to zrobił! A, co najlepsze, prowodyrem tego, była Minju! - jęknął, a gdy Marta, instynktownie chwyciła go mocno za dłoń, ten wybuchł szlochem, waląc spodem drugiej dłoni, o kierownicę.
Brunetka w danym momencie żałowała, tego że wraz z Olą, wciągnęły w swój plan, też i Key. Może wszystko potoczyłoby się inaczej, gdyby nie był z nimi, na miejscu i nie słyszał, tych okropnych rzeczy? Jednak z drugiej strony, może lepiej, że z nimi tam był? To było dla niego, niczym kubeł zimnej wody, ale chociaż doświadczył kłamstw Hany z jej ust.
Marta, wtuliła się w bok płaczącego Kibuma, chcąc mu okazać wsparcie. Zastanawiała się, czy jego relacja z Jonghyunem, bardzo się zmieni? Czy Key go znienawidzi? Bo, na pewno był zawiedziony i to było zrozumiałe. Jakby nie patrzył, Jonghyun, zrobił mu okropne świństwo, tak jak i Hana.
- Kibum, owszem Jonghyun, także zawinił, ale to ona go zmąciła tamtej nocy. On sam przyznał, że był nieco pijany i cóż... Uległ. Co prawda, to go nie wybiela, bo mógł odmówić i wywalić Hanę, za drzwi. Jednak... Nie zrobił, tego specjalnie. Spójrz, na mnie Key. - brunetka delikatnie ujęła jego podbródek, nakierowując jego twarz w swoją stronę. Gdy, to zrobił, serce jej się łamało, na widok tej rozpaczy i wściekłości. - Jonghyun, sam przyszedł do nas z wiedzą, jaka jest Hana, gdy dowiedział się, że same, tego doświadczyłyśmy. Minho i Taemin, nam nie wierzyli, jemu także... Dlatego, nic nie mówiliśmy reszcie i działaliśmy sami, nim wydarzy się coś gorszego. Jonghyun, chciał cię chronić.
- Słucham? Chciał mnie kurwa chronić?! - Kibum odsunął się nagle, patrząc wściekle, na dziewczynę. Zaczął się śmiać tak podłym głosem, że Marta, aż skuliła się w sobie. - Czy, ty siebie słyszysz?! Tak chciał mnie uchronić, że poszedł tam do niej i o mało sam nie stracił życia, przez tą kurwę! - wykrzyczał, wymachując rękoma. - A wy miałyście być tam po co?! Aby, tylko nagrywać całą ich rozmowę?! Bo rozumiem, że miałyście plan, aby w razie co go uratować? Ah nie, czekaj... Wezwałyście mnie, abym wszystko usłyszał i w razie co pomógł! - Kim zakpił, a jego słowa był tak kąśliwe, że Marta, wstrzymała na chwilę oddech. - Nienawidzę go za to, co zrobił, a jednocześnie tak bardzo się, o niego boję! Nawet jeśli Jinki, dał mi znać, że wszystko ok i się wybudził, to i tak drzemie we mnie strach! - dodał wściekły. W końcu nie wytrzymał i wyszedł trzaskając za sobą drzwiami. Przeszedł parę kroków i ustał, przecierając łzy z policzków i kącików oczu. Marta, przez chwilę była w szoku, na to co usłyszała. Jej oczy były już zalane łzami, ale czy to było ważne? Czuła ogromny ból w sercu, ale i radość, że Jonghyun, jest cały i zdrowy.
Zerkając w stronę zrozpaczonego Key, sama odpięła pośpiesznie pas i wyskoczyła z wozu. Dobiegła do niego, a gdy ustała naprzeciwko, spojrzała nieco przerażona, w jego wściekłe spojrzenie. Kibum, patrząc prosto w jej oczy, otarł łzy, po czym zacisnął dłonie w pieści. Następnie odchylił głowę do tyłu i zaczął wydawać z siebie donośny krzyk. Jakby, to miało mu pomóc w rozładowaniu emocji... Nie pomogło...
W końcu opadł, na kolana i zaczął szlochać, niczym małe dziecko, waląc pięścią, o piaszczystą strukturę ziemi. Przerażona Marta, także padła, na kolana, przytulając do siebie rapera. Zaczęła gładzić go po głowie, szepcząc uspokajające słowa. Ten objął ją i wtulił się bardziej, mocząc łzami jej seledynową bluzę. Uspokajał się jednak z każdym jej delikatnym ruchem dłoni, na głowie i plecach. Jego nierównomierny oddech i szybko bijące serce, zwalniały stopniowo swojego tempa. Bliskość Marty, naprawdę dodawała mu otuchy i wiary, że wszystko będzie dobrze.
Kibum, mimo wściekłości, na Jonghyuna i dziewczyny, był im bardzo wdzięczny za to, że wszystko wyszło, na jaw. Zrozumiał, że żył w pieprzonej bańce mydlanej. Bolała go myśl, że był tak naiwny. Myślał, że ponownie trafił, na normalną i wspaniałą dziewczynę. Taką, jak Marta... Jak się okazało, widocznie nie jest mu pisane mieć takową. Najwyraźniej, na daną chwilę, zesłane jest mu, być samotnikiem. Nawet z Martą, mu się nie powidło do której w dalszym ciągu, żywił uczucia, Jednakże granie w tylu musicalach i teledyskach, wprawiło go w taką grę aktorską, że znakomicie ukrywał to, co nadal czuje. Miał świadomość, że brunetka jest bardzo szczęśliwa z Choi, jednak serce nie sługa... 
- Kibum, ja... Przepraszam cię za to, że mając podejrzenia wobec Hany, nie przyszłam z tym do ciebie. Jestem okropną przyja...
- Nawet tak nie mów! - Key wtrącił się jej w zdanie, nim zdążyła dokończyć. Chwycił ją za ramiona, patrząc z powagą prosto w jej zaszklone oczy.
Następnie wstał, podciągając ją za ręce do góry. Dziewczyna nie zdążyła dobrze ustać i już była wtulana w ciepły tors chłopaka.
- Jesteś jedną z najwspanialszych osób, jakie kiedykolwiek mogłem spotkać. - szepnął jej przy uchu, wtulając policzek w jej miękkie włosy, rozwiewane morską bryzą.

- Dziękuję, że tak uważasz, bo też jesteś w jakimś stosunku dla mnie ważny. Tak w ogóle, dlaczego tutaj przyje...
Zostańmy tu, na noc. - wtrącił nagle bez namysłu.
- C-co?! - zielonooka nie ukrywała zaskoczenia, na to stwierdzenie. Od razu oderwała się od chłopaka, próbując wyczytać coś z jego zaczerwienionej od płaczu twarzy. - Ale, gdzie? W hotelu? - Kibum, kiwnął przecząco głową, na jej pytanie.
- W pięcioosobowym namiocie. - odparł, przez co dziewczyną wydała z siebie pełne niedowierzania westchnienie.
- Żartujesz sobie Key?! Mamy początek kwietnia! Do tego jesteśmy, na plaży, więc od morza będzie bardzo zimno nocą! - chłopak westchnął, na jej słowa, zwieszając swój wzrok. Następnie podniósł go, opierając dłonie, na jej ramionach.
- Proszę Marta... Wiem, jak to absurdalnie brzmi. Chcę spędzić choć jeden dzień od cywilizacji, tylko w twoim towarzystwie. - uśmiechnął się nikle, czując się tak, jakby utracił namiastkę siebie.
- Słucham?! Kibum, jak sobie, to wyobrażasz?! Możemy w ogóle tutaj nocować?! Nie dostaniemy mandatu za to?! I naprawdę namiot?! W okolicy jest kilka hoteli! Nie możemy się tam po prostu udać? Bo... Ok, jeśli potrzebujesz spędzić ze mną czas, sam na sam, to nie mam nic przeciwko. Ale nie w takich dantejskich warunkach! - Marta, chodziła w tę i z powrotem, zrzędząc niezadowolona. Do tego włączyła gestykulację rękoma, aby dodać mocy swojemu niezadowoleniu. Rozumiała, że Key jest przybity, ale nie, że nienormalny! - Dobra! Zapłacę nawet za tę noc w którymś z hoteli, bylebyśmy tutaj nie spali w namiocie, nabawiając się hipotermii!
- Oh, daj spokój. - Kibum, złapał ją za dłonie, patrząc prosząco w oczy. - Będzie nam ciepło, obiecuję! Mam bardzo ciepłe kurtki, śpiwory, termowentylator, ładowany solarnie! A dziś jest ładna pogoda, więc spokojnie naładuje się tak, aby starczyło nam ciepła, na cały wieczór i noc!
- Kibum... - jasnooka zaczęła ostrzegawczym tonem.
- Mam też koce, jedzenie i picie! - raper próbował ją przekonać. - Nawet wziąłem laptopa i powerbanka, też ładowanego solarnie, abyśmy mogli coś obejrzeć! - dodał już weselej, a raczej starał się taki być, bowiem jego twarz nadal wyrażała rozpacz.
- O matko Kibum, przygotowałeś się tak, jakby miała być zaraz apokalipsa.
- W sumie taką w głębi duszy czuję. - westchnął i spojrzał się w stronę mieniącego się w słońcu morza i fal.
- Oh Kibum... Mam wątpliwości. Boję się reakcji Minho... 
- Nie martw się, o to. Przecież wyjaśniliśmy sobie, że nic między mną, a tobą, nie ma, prócz silnej przyjaźni. To, że jestem, tylko przyjacielem nie oznacza, że nie mogę spędzić choć jednego dnia sam, na sam ze swoją przyjaciółką. A, że on nie umie radzić sobie z zazdrością, to już jego problem...
- Ale Kibum! Nie możesz tak...
- Cii... - przerwał jej, przykładając palec do jej ust, przez co patrzyła, na niego zaskoczona. -  Proszę... Zostań tu ze mną i przeżyjmy niesamowitą przygodę! Teraz ci się, to nie podoba, ale później... Będziesz wspominać, to z ogromnym uśmiechem. Nocowanie w hotelu, już nie zbuduje takich wspomnień i! Jeśli Choi dowie się, że nocujemy w namiocie, a nie hotelu, może nie będzie miał niestosownych myśli? - Key zakpił z przyjaciela, uśmiechając się kpiąco, gdy wyobraził sobie jego reakcję, gdy dowiaduje się, o ich planach. Nagle jednak spochmurniał, przypominając sobie, iż ten nie posłuchał swojej dziewczyny, za co dostał od niego mocne zjeby. Taemin, także.
- Wątpię w to. Niezależnie od miejsca naszego noclegu, będzie tak samo zły.
- A w sumie chuj z nim...
- Co?!
- Nie uwierzył ci, że Hana, jest fałszywa, więc niech sobie pocierpi i zwariuje z myślami, co będziemy tutaj razem robić.
- Ale Kibum! 
- Co ,,Ale Kibum''?! Taka prawda! Zachował się, jak buc! Sam jestem zaskoczony faktem, że nie stanął po twojej stronie, tylko był neutralny. W sumie cały Choi. Nie ma silnych dowodów, to nie ocenia innych. - mruknął, kopiąc jakąś muszelkę, na piasku. - Dobra! Rozumiem, że podjęłaś już decyzję i zostajemy?
- Ugh, jesteś niemożliwy... - brunetka potarła swoje ramiona, gdy poczuła lekki chłód od morza. Wybiegając za Key, zostawiła swoją przejściową kurtkę koszulową w aucie. Kim także, więc również wyglądał, na takiego, co zaczyna odczuwać pierwsze oznaki chłodu.
- To jak? - skrzyżował ręce, na piersi, wpatrując się w nią wręcz błagalnym wzrokiem.
- Ok, zgoda!
- Tak!
- Ale zadzwonię Oli, a później do Minho, że zostajemy w Incheon, na noc, aby się nie martwili.

- W porządku. - powiedział od niechcenia. - Chodźmy ubrać coś, na siebie i przejdziemy się po plaży, wybierając odpowiednie miejsce, na rozbicie namiotu. - Kim przetarł kolejny raz lekko podpuchnięte i mokre oczy i skierował się do samochodu, a Marta, za nim. Gdy się ubrali i ruszyli, aby wybrać miejsce, brunetka wyjęła telefon, aby zadzwonić do Oli. Dała jej, o wszystkim znać. Oczywiście pomysł Kibuma, nie do końca spodobał się blondynce i zasugerowała, ze może przyjedzie do nich sama, albo z Taeminem? Kibum, słysząc to, wyjął z dłoni Marty, telefon mówiąc jej, że jak chętnie by ją zobaczył, to Taemina, niekoniecznie. Dodał też, że chce być z brunetką sam, przekręcając oczyma, gdy Ola, zaczęła prawić mu kazania, o trzymaniu, przy sobie rąk.
- Dobra, a do tej Żaby zadzwonimy później. Tak po siedemnastej. - odparł, gdy zakończył połączenie do Oli.
- Racja, ma dzisiaj jakieś nagrania z Taeminem.
- Właśnie, także moja droga, zdążymy coś zjeść! O! możemy iść nawet do pobliskiego baru, gdzie nikt mnie nie pozna! Tutaj, na pewno coś się takiego znajdzie! A później się gdzieś rozbijemy z tym namiotem. - Key nawijał, jak katarynka. - W międzyczasie wkurwię Minho, tym że to ja dzwonię, a nie ty. Dostanie za swoje. Mógł cię słuchać, a nie... - Key marudził, wykrzywiając usta w niezadowoleniu.
- J
ak ty, to zrobisz i usłyszy twój głos, to zapewne od razu tu przywędruje. Albo naśle, na nas swojego brata, lub ojca.
- Oh Key! Nie bądź taki! To chociaż napiszę mu wiadomość! - gdy Marta, próbowała zabrać mu telefon, odsunął ją od siebie dłonią, na długość swojej ręki. Miał niezły ubaw z faktu, że nie może dosięgnąć swojej własności. Tę trzymał, na wyciągniętej do góry ręce. Gdy Marta, się poddała, schował jej telefon do kieszeni.
- Na razie go rekwiruję, do czasu, aż nie zadzwonię do niego sam, jak będą z Taeminem, po robocie. To co? Jesteś głodna? Bo ja strasznie! Nie jadłem nic od rana! - odparł radośnie, jakby całe troski tego świata, spadły mu z barków. Marta, zamrugała kilkakrotnie, po chwili idąc już za ciągnącym ją brunetem...


*

Choi wszedł niepewnie do cukierni wraz z Taeminem, na kod od dziewczyn. Cukiernia była już zamknięta, bowiem było chwilę po siedemnastej, przez co, na drzwiach widniał napis led ,,Zamknięte''. W zanadrzu mieli ukryte niespodzianki dla dziewczyn w formie przeprosin za to, że nie uwierzyli w to, co mówiły, na temat Hany.
Wchodząc głębiej, dojrzeli za ladą kasowo-cukierniczą Gongchana. Stał do nich tyłem, a gdy nieco odwracał głowę, aby spojrzeć, kto wszedł, jego mina była poważna.
W końcu odwrócił się do nich całkowicie, wychodząc zza lady.

- Siema! Kupę lat chłopaki. Co u was słychać? - dodał z nieco wymuszonym uśmiechem, kłaniając się ruchem głowy, gdy podchodził do nich bliżej.
 Cóż, prawdopodobnie dowiedział się od dziewczyn, co się wydarzyło i jak zawinili...
- W sumie w porządku... - zaczął Taemin, za co został uraczony cichym prychnięciem ze strony Gongchana. Lee zerknął skonsternowany, na Minho, który także, na niego spoglądał nieco niezadowolony.
Tak, stanowczo No wiedział, co się działo...
- Wiesz ostatnio mieliśmy niezły nawał z tym promowaniem nowego singla. - drążył dalej Taemin.
- Twojego także Taemin. 
- Oh, tak tak!
- Także teraz mamy miesiąc wolnego od koncertów, więc pewnie spotkamy się jeszcze nie raz. - chłopacy tłumaczyli Gongchanowi, wszystko naprzemiennie, potakując sobie głowami.
- Aha, czyli zamiana, na radio, wariety show i tak dalej, plus spotykanie z dziewczynami, zgadłem?
- Tak. - Minho i Taemin, odpowiedzieli równocześnie, nieco zmęczeni wydarzeniami z wczoraj i dzisiaj.
- Właśnie wróciliśmy z Taeminem 
z jednego programu, który na szczęście nie trwał długo. - Choi wsunął dłonie w kieszenie spodni, próbując wyczytać, coś więcej z twarzy No. Wyższy od niego brunet stał z lekkim uśmiechem, jednak jego spojrzenie było poważne. Wyglądał teraz niczym starszy brat dziewczyn, mający ochotę zbić, na kwaśne jabłko każdego, kto je skrzywdzi.
Raper zerknął w stronę Taemina, kiwając nieco przecząco głową, na znak, aby nie poruszać tematu Jonghyuna. Na szczęście Lee zrozumiał, o co mu chodzi. Jeśli Gongchan, znając temat, poruszy go z nimi, być może powiedzą mu coś więcej. Najważniejszym było to, że Jonghyun, czuł się już lepiej, gdy rozmawiali chwilę temu z Jinkim.
 
Nagle cała trójka usłyszała rozmowę, a po chwili ich oczom, ukazała się Ola, wraz z Sujuną. Obie patrzyły, na nich zaskoczonym wzrokiem, gdy schodziły ze schodków, prowadzących, na korytarz. Zwłaszcza Sujuna, widząc pierwszy raz tak blisko chłopaków z Shinee.
Taemin z uśmiechem podszedł do swojej dziewczyny i musnął delikatnie jej usta, po chwili odwracając się do dziewczyny obok. Sujuna, stała oniemiała, będąc w szoku, iż szatyn, nawet nie bał się przywitać tak czule Oli. Przecież jej nie znał, prawda?! Widocznie Ola, musiała mu już, o niej opowiadać z Martą...
- Cześć, jestem Taemin, a ty to pewnie Sujuna? - uśmiechnął się przyjaźnie, kłaniając się w tym samym momencie, co dziewczyna.
- T-tak. Jestem Kang S-Sujuna. - zająknęła się, oddychając szybciej, jakby zaczynało jej brakować tlenu. Widzący, to wszystko Gongchan, popatrzył przed siebie, marszcząc swoje brwi, bowiem nie mógł, na to patrzeć. Jednak zazdrość okazała się silniejsza. Zerknął, więc z niedowierzaniem, na podekscytowaną Sujunę, wsuwając dłonie w kieszenie eleganckich, czarnych spodni.
Nadal nie mógł uwierzyć w to, że jego dziewczyna właśnie wzdycha do Taemina! Bo przecież, jak tak mogła, gdy ten stał obok niej?!

- Cześć, ja jestem Minho. - Minho, także posłał przyjazny uśmiech do Sujuny, gdy uprzednio się ukłonił i ona, także.
- O, o, o... Kang Sujuna, miło mi. - rudowłosa odparła drżącym od emocji głosem. Ola, nie mogła powstrzymać się od parsknięcia śmiechem, na widok reakcji swojej przyjaciółki. Bardzo ją rozumiała, bowiem gdy poznała chłopaków z Shinee, także stała, jak słup soli i nie wiedziała, co się wokoło niej dzieje...
- Dobra, jak skończyliście, to możecie już iść. - Ola, machnęła szmatką w stronę Sujuny i Gongchana, gdy w tym czasie Minho, rozglądał się niecierpliwie, za brunetką. Dla Oli, to był znak, że jeszcze nie wie, że Key porwał ją do Incheon i tylko ona, o tym wie...
- Już nas wyganiasz? - No prychnął, a Sujuna, przytakiwała mu głową.
- Oczywiście! A wy tu jeszcze mi po co? Pff, nie myślcie, że będę wam płaciła za nadgodziny, spędzone na lenistwie i romansowaniu. Co? Myśleliście, że nie widziałam, jak skradacie sobie szybkie pocałunki i przytulacie się, gdy myślicie, że nikt nie patrzy? - zaśmiała się wrednie, przez co Gongchan i Sujuna, popatrzyli po sobie z lekkimi wypiekami, na twarzy.
- Jesteś okrutna, wiesz?! - jęknęła Su, podpierając się pod boki. - Idziemy Gongchan! Skoro nas tu nie chce, a zwłaszcza mnie za Martę, to idziemy! - oboje zdjęli fartuchy, kładąc je na ladzie. Minho, zaś zmarszczył swoje brwi, na słowa rudowłosej. Zerknął w stronę pary, która pożegnała się ukłonem i wyszła z lokalu. Następnie odwrócił wzrok w stronę Oli, która także skrzyżowała z nim swoje spojrzenie.
- Proszę kochanie, to dla ciebie w formie przeprosin! - Lee odezwał się nagle, gdy Minho, także chciał, to zrobić. Przyglądał się po prostu z uwagą, gdy ten wręczał Oli, dużą torbę z prezentem. Ola, popatrzyła zaskoczona, to na Lee, to na Minho, domyślając się, iż ten w swojej torbie, ma to samo, dla Marty.
- Dziękuję Taemin. To bardzo szlachetne z twojej strony, ale nie zmienia, to faktu, że nadal czuję niesmak i jestem nieco zła. - blondynka westchnęła, odbierając pakunek od chłopaka i całując go czule w usta. Zajrzała do środka, dostrzegając bukiecik pięknych kwiatów i dwa pudełka. W jednym były czekoladki, zaś w drugim jakiś zestaw kosmetyków.
- Marty, nie ma? - zapytał nagle strapiony Choi, patrząc poważnie w stronę Oli.
Dziewczyna pobladła niezdrowo, zerkając to na Taemina, to na Minho. Właśnie wpadła, jak śliwka w kompot.
- Cóż... Myślałam, że do ciebie dzwoniła.
- Nie zrobiła tego i dlaczego miałaby, to robić? - Minho, czuł coraz większy niepokój. Nagle doszło do niego, że Kibuma, też od rana nie było w domu. Czyżby... Oboje byli razem?
- Chwila moment... - zaczął Taemin, także intensywnie myśląc, nad tym. - Kibuma, nadal nie ma w domu od rana. Gdy rozmawialiśmy z Jinkim, to mówił, że przekazał mu, że jest tu u was. Bo, tylko z wami jest w stanie rozmawiać. - Lee zerkał zaintrygowany, to na Olę, to na Minho, któremu żyłka zaczęła pulsować, na czole.
- Kibuma... Nie ma u nas w domu. - Ola, przygryzła wargę zakłopotana.
- Ale, jak to go nie ma? - Lee zerknął, na ukochaną.
- Czyli Marty, też nie ma, więc są gdzieś razem, prawda? - warknął zły Choi, patrząc przed siebie tak wściekłym wzrokiem, że mało brakowało, a z oczu strzelałyby mu zabójcze lasery. A, g
dy Ola, chciała coś powiedzieć, nagle rozbrzmiała się jego komórka, schowana w kieszeni spodni. Wyjął urządzenie i spojrzał, na wyświetlacz widząc nazwę i zdjęcie swojej ukochanej. Uśmiechnął się nikle, co para przyuważyła, domyślając się, kto to może być?
- Pewnie teraz dzwoni, bo nie chciała ci przeszkadzać. - Minho, spojrzał na niższą dziewczynę z lekkim niesmakiem, po czym odebrał telefon.
- Cześć kochanie, gdzie jesteś? Bo chciałem z tobą porozmawiać i przeprosić za...
Od kiedy, to droga Żabciu, jestem twoim kochaniem, hę?
- K-Key? - zapytał całkowicie zdezorientowany Choi, gdy w słuchawce rozniósł się cichy śmiech Kima.

Następnie zerknął w stronę Oli, która stała zakłopotana. Czyli jego podejrzenia były słuszne...
- A kto inny?
- Dlaczego, to ty dzwonisz, a nie Marta? Gdzie ona jest? - Minho, zapytał nieco zbyt surowo, ponieważ bardzo nie podobała mu się ta sytuacja.
- Spokojnie zazdrośniku. Marta, jest tuż obok. Przywitaj się ze swoim dryblasem!
- Cześć Minho! Nic mi nie jest i nadal jestem, na ciebie zła! - dosłyszał głos swojej dziewczyny, jednak nie uśmiechnął się, na jego dźwięk. Był skupiony, na zastanawianiu się dlaczego Marta, jest sama z Key i w jakim miejscu? Oczywiście jej ostatnie słowa, nieco go zabolały. Wiedział, że spieprzył i chciał, to naprawić. Jak widać, nie było mu, to dane...
- Chciałem cię poinformować, że jesteśmy w Incheon i zostajemy, na noc, więc wrócimy dopiero jutro...
- Co? Co to ma znaczyć, że jesteście w Incheon i zostajecie tam, na noc?! Nie zgadzam się! Robisz mi, to po złości, tak? Bądź sobie, na mnie wkurwiony i na Taemina, ale nie mieszaj w to Marty! Olę, też zamierzasz porwać? - Minho, warknął do słuchawki, na co Ola, wraz z Taeminem zastygli w bezruchu, zerkając na siebie.
- Oh, od razu porwać... Nikt nikogo nie porwał. Poza tym nie denerwuj się.
- Jak mam się nie denerwować?! Rozumiem, że bardzo zabolało cię to, co się stało, ale to nie znaczy, że masz przyzwolenie, na takie rzeczy! Marta, jest moją dziewczyną i też mam coś do powiedzenia! - Minho, zaczął krążyć po cukierni, gestykulując rękoma. W pewnym momencie poczuł czyjś dotyk, na ramieniu. To była Ola. Gestem głowy i ciągnięciem, za ramię, zachęciła go, aby udał się z nią i Taeminem, na górę. 
- Rozumiem twoją frustrację. - odezwał się po chwili ciszy Kibum, który wymienił z Martą, kilka słów. Chciała przejąć telefon, aby samemu go uspokoić, ale Kibum, jej na to nie pozwolił. To jeszcze bardziej rozsierdziło rapera, który starał się mieć nerwy, na wodzy. Jednak słabo mu, to szło. - Posłuchaj Minho... Ok, masz rację, to jest twoja dziewczyna, ale i moja przyjaciółka. Potrzebuję chociaż, przez jeden dzień odizolować się od świata. A Marta, jest osobą, którą teraz najbardziej potrzebuję. Zwłaszcza jej towarzystwa. Nic, między nami się nie wydarzy, więc uspokój się... - głos Kibuma, także zaczął brzmieć bardziej oschle i nerwowo.
- Powiedz chociaż w jakim hotelu będziecie nocować?
- Cóż, tutaj akurat cię uspokoję, bo będziemy nocować w naszym pięcioosobowym namiocie, na plaży, a nie w hotelu.
- Co kurwa?! W namiocie? Pojebało cię! Przecież w nocy będzie poniżej dziesięciu stopni! - Minho, jęknął niezadowolony, wykrzywiając, przy tym swoją twarz, bowiem nie dowierzał w to, co słyszał.
- Spokojnie Minho. Zadbałem, o ciepłe kurtki, dwa oddzielne śpiwory, koce, kołdrę, termowentylator solarny i tak dalej. Będzie nam ciepło. Obiecuję! W razie co, jak będzie jej zimno, to ją przytulę.
- Kibum, to już przesada! Lepiej, abyś niczego nie próbował w jej kierunku! - ostrzegł, ze złością zdejmując swoje buty.
- Oh, daj jej trochę przestrzeni i nie bądź taki toksyczny. Ona nie jest twoją własnością.

- Nie jestem toksyczny! I wcale nie traktuje jej, jak swoją własność!
- Więc miej jaja i zaufaj swojej dziewczynie i przyjacielowi, który potrzebuje chociaż jednego dnia, na dojście do siebie, po tym całym... Incydencie. - brunet zacisnął mocniej telefon i spojrzał w bok. Ola i Taemin, przygotowując coś w kuchni, zerkali co chwila, na niego ukradkiem. Niby oddalili się, aby nie podsłuchiwać, a i tak, to robili.
- Dobra! - mruknął niezadowolony. - Dbaj, o nią, a ja jutro przed południem do was przyjadę.
Ale po co? Zatęskniłeś za wodnym środowiskiem? Czy już cię nosi z zazdrości, że to ja dzisiejszej nocy, będę tulił się do niej? - Minho, na te słowa, aż miał ochotę cisnąć telefonem, gdzieś w kąt salonu. Spojrzał ponuro, na parę, która w dalszym ciągu była w tej samej zaciekawionej pozycji. Ola, wkładała saszetki, na talerzyk, zamiast do kubków, zaś Taemin, kładł po kawałku ciasta, na górę kubków. Wszystko robili, na opak.
- Nie wkurwiaj mnie... - nozdrza Minho, falowały nerwowo, niczym flaga, na wietrze. - Zatęskniłem za moją dziewczyną z którą jutro jadę do moich rodziców i którą, to ja będę tulił! - warczał niczym wściekły pies, dosadnie wymawiając słowa ,,rodziców'' i ,, będę tulił''. - Także za bardzo sobie nie pozwalaj. Z tego co mówiłeś potrzebujesz jej wsparcia, a nie obściskiwania się, co należy do mojej roboty. Zrozumiałeś?! - ostrzegł, odwracając się tyłem do rozbawionej pary, która na pewno miała z niego niezły ubaw. Minho, był ciekaw, jakby teraz rechoczący Taemin, się zachował, gdyby był, na jego miejscu, a Ola i Onew, na tym Marty i Key? Zapewne sam cisnąłby błyskawicami z oczu, przekleństwami z ust i prawie telefonem w kąt.
- Uuu Marta! Jedziesz jutr...
- Zamknij się! - przerwał mu, nie chcąc, aby dziewczyna dowiedziała się, o tym. - To ma być niespodzianka idioto... - dodał i po chwili dosłyszał pytający głos dziewczyny. Key zaczął tłumaczyć, że jednak coś mu się pomyliło. Dłoń Minho w tym czasie plasnęła, o jego twarz. Był zażenowany zachowaniem Key i cóż... Musiał z bólem przyznać, że i swoim, bo fakt, był trochę za bardzo zazdrosny. Z zaznaczeniem, na słowo ,,trochę''. - Nim się rozłączę, mam jeszcze kilka słów.
- Dawaj, słucham... - Kim odparł bardzo znudzonym głosem. Choi mógłby się założyć, o to, że aktualnie Key ogląda swoje paznokcie. - Dbaj, o moje maleństwo i niech, tylko się dowiem, że coś zrobiłeś wbrew jej woli, to urwę ci ten czarny łeb, rozumiesz?!
- Skąd wiesz, że mam czarne włosy?!
- Od Jinkiego! - burknął, zerkając na zaskoczoną Olę, której widocznie Taemin, także tłumaczył, iż ich Kluczyk, zmienił kolor włosów.
- W takim razie do jutra Minho i wypij sobie jakąś meliskę, czy coś, bo...
- Jeszcze słowo, a zaraz pojadę do Incheon i przeszukam wszystkie plaże, aby ci wpierdolić.
- Dobra, już dobra... Rany boskie, Marta! Jaki ten twój facet jest marudny!
- Ja ci dam zaraz maru... Halo? Halo?! - Minho, zmarszczył brwi, odsuwając od ucha telefon. Widząc, iż Key się rozłączył, wykrzywił usta w niezadowoleniu. - Pieprzony Kim Kibum! Rozłączył się! - burknął i n
iemalże od razu dorwał szklankę z wodą i cytryną, która stała, na stole. Widocznie Marta, musiała ją tam wcześniej zostawić. Tak, więc Choi wypił całą jej zawartość, na raz i westchnął zły, niczym smok. Czując się obserwowany, zerknął w stronę przyjaciół. - Co się tak gapicie?! Chyba mam prawo być zazdrosny, o to, że wywiózł mi Martę do Incheon, prawda?! Prawda?! - Choi żalił się, zerkając to na Olę i Taemina, to na salon, niczym biedny i wściekłym, na cały świat chłopiec.
- Cóż, też byłym zły, gdyby Onew odwalił taki numer. - Taemin, zaśmiał się nerwowo, jakby bojąc się, że Choi zaraz odgryzie mu głowę. Dawno nie widział go tak wkurwionego.
- Faceci... - westchnęła Ola, kręcąc głową z politowaniem, gdy zerkała, to na Minho, to na Taemina. 
W końcu wszyscy usiedli, przy stole, na którym pojawiła się herbata i dwa ciasta. 
Ku uciesze Taemina, jedno było bananowe, a drugie marchewkowe. Na szczęście para zorientowała się, że talerzyk nie służy do zalewania saszetek od herbaty, a kubki od podawania w nich ciasta.
Taemin i Minho, popatrzyli po sobie i po chwili zaczęli przepraszać Olę, że nie uwierzyli jej i Marcie, na temat Hany. Ola, iż była dobrą osobą, przyjęła przeprosiny. Jednakże ponownie skwitowała, że nie była ich wcześniejszym zachowaniem zachwycona i nadal nie jest.
Taemin, czując nadal zżerające go poczucie winy, mimo ofiarowania prezentu od razu wstał i przytulił swoją ukochaną. Obiecał, przy tym, że następnym razem postara się chociaż pomóc. Nawet jeśli sytuacja nie będzie dla niego wiarygodna. Tak, jak ta z Haną. 
Minho, także przytulił dziewczynę w formie przeprosin, biadoląc coś, o karmie, która go dopadła. Oczywiście tą karmą był wyjazd Marty i Kibuma, do Incheon.
- Tak w ogóle, to Gongchan, tu jeszcze mieszka? - zapytał Taemin, zerkając w stronę pokoju bruneta.
- Tak, ale coraz rzadziej zostaje, na noc. Ostatnio wynajęli z Haną, jakieś nieduże mieszkanko i tam częściej przebywa. W sumie, to powiedział nam ostatnio szczerze, że ma w planach przeprowadzkę.
- Aha, czyli dzisiaj zostaniesz, na noc sama?
- Na to wygląda. - dziewczyna wzruszyła ramionami, zajadając ze smakiem kawałek ciasta.
- To w takim razie zostanę z tobą! I tak mam wolne. - Lee poruszył sugestywnie brwiami, ignorując mroczne spojrzenie Minho.
- Mam zostać sama z tobą? Sam, na sam? - Ola, zapytała zaczepnie.
- Na twoim miejscu, też bym się bał. - Choi prychnął, mierząc Taemina, pełnym politowania wzrokiem. To rozbawiło blondynkę.
- Ha, ha, ha... Boki zrywać, wiesz Choi?
- W sumie jeśli, to nie problem, to też mógłbym zostać, na noc? Ale, to pojechałbym jeszcze do dormu, po nasze rzeczy i moją torbę.
- Pewnie Minho. U nas zawsze będzie czekał, na ciebie jakiś kąt do spania. - dziewczyna puściła oczko do brunetka. - Poza tym, bóg wie, co ten zboczeniec chciałby mi zrobić w nocy, więc lepiej będzie, jak też zostaniesz. - dodała żartobliwie, wymieniając z Choi psotne uśmiechy.
- Jaki niby zboczeniec...? - Ola i Minho, zaśmiali się, gdy Taemin, prychnął oburzony.

- Wiesz, co Ola?
- Hmm?
- Zmartwię cię, bo ten zboczeniec, pewnie będzie chciał ci towarzyszyć, przez parę dni.

- Czemu ni... Ah! Racja! Wspomniałeś coś do Kibuma, o rodzicach... Eh, jakoś to wytrzymam.
- Ciężki będzie ten mój żywot, oj ciężki.

- Nie ciężki, tylko cudowny! Także przygotuj się skarbie, bo już mam pomysł, jak spędzimy te dni!
- Matko, już się boję...
- O nie, co to, to nie! Będzie naprawdę cudownie, romantycznie i...
- I pracowicie... - Minho, wtrącił się w słowo Lee, uśmiechając się chytrze.
- Pracowicie? - Ola, patrzyła zaintrygowana, na bruneta.
- Tak. - uśmiechnął się tajemniczo, przez co po ciele Taemina, przeszły ciarki. Ta Żaba coś kombinowała. - Myślę jednak Ola, że nie masz się co bać, bo Taemin, właśnie zaabsorbował się do zastępstwa Marty w cukierni.
- Ooo, brzmi ciekawie...
- Myślę, że będzie super pomocą i atrakcją, jako promocja cukierni. W razie co, bierz dodatkowe datki, za fotę z nim w różowym fartuszku, ok?

- Co?! Nie miałem tego, na myśli! Ja nie będę latał i robił sobie zdjęć w żadnym różowym fartuszku!
- To bardzo dobry pomysł Minho! - dziewczyna klasnęła w dłonie, mając równie niezły ubaw z Taemina, co Minho. - Oh Taemin, jakiś ty kochany. - Ola, przysiadła, na kolanie Taemina, obejmując jego szyję ramionami. Następnie pocałowała go czule w policzek i kącik ust. - Jeśli nie lubisz różowego, to mamy jeszcze czarne fartuszki, jak nosi Gongchan. Także myślę, że ty w takim fartuszku i bez koszulki, to będzie coś!
- Ale ja... - szatyn zaczął się jąkać, patrząc z paniką, to na Olę, to na Minho. Rapera, to miał ochotę zamordować wzrokiem. - Miałem inne plany... - dodał niezadowolony, przez co w salonie rozległa się kolejna salwa śmiechu.
- W sumie, to skoro i tak jedziesz do dormu Minho, to może jednak z tobą pojedziemy? Chciałabym zobaczyć, co u Jonghyuna.
- To bardzo dobry pomysł!
- Też jestem za! A później, gdy wrócimy tutaj i będziemy razem sam, na sam w po... - Taeminowi, nie było dane dokończyć, bowiem Ola, zatkała mu usta dłonią.
- Czy mówiłam ci już Minho, że możesz tu zostać? Bo jeśli nie, to mówię, to dosadnie! - Ola, popatrzyła błagalnie, na Choi, który zaczął chichotać pod nosem. Taemin, zaś siedział z ponurą miną i zmarszczonymi brwiami. Po chwili, jednak także się zaśmiał, widząc to puszczone oczko, przez Olę. Racja, wczorajszy dzień pokazał mu, jak nieprzewidywalna potrafi być jego dziewczyna.


1 komentarz:

  1. ooo jak milo mi sie czytalo ten rodzial z takim poczatkiem, dziekuje ;*
    hmm to od czego tu zaczac, nie pisalam komentarzy poniewaz w zwyczaiu juz mam ze pisze je dopiero jak przeczytam wszystko i jestem na bierzaco, wiec teraz pewnie bede pisac systematycznie ;))
    No a teraz co sadze o tym;D jestes pierwsza osoba ktora napisala tak dlugie opowiadanie, ktore czytalam co wrecz mnie ucieszylo bo ja uwielbiam takie dlugie czytac a malo takich widze ;( Samo opowiadanie w sobie jest zajebiste, duzo sie dzieje i nie jest ciagle to samo, co mnie cieszy bo nie mozna się nudzic ;D aaa teraz najwazniejsze nie waz sie zmieniac zeby Marta byla znowu z Key'em boo oni z Minho sa dla siebie stworzeni *,* wiec blagam nie zmieniaj tego jak ci taki pomysl przyszedl ^^ Mam nadzieje ze bedziesz dodawac tu częsciej choc dla mnie bo wciagnęlam sie w to ;D ojj rozpisalam sie ale to nic, zycze ci powodzenia w dalszym pisaniu i na tym blogu i na drugim Fighting <33

    OdpowiedzUsuń